wtorek, kwietnia 15, 2014

Czuję, że żyję: Scuba - Curious Paradox [from Phenix 1 EP, 2014]



Dzięki Bogu Scuba zdecydował się zawrzeć na epce jeden, jedyny bezkompromisowy utwór. Na tym kawałki serwuje nam charakterystyczne dlań przestrzenne sample perkusyjne z pogłosem znanym już z czasów 'Triangulation'. Aczkolwiek w odróżnieniu do wspomnianego LP "Curious Paradox" jest do cna przesączone roztańczoną, nieco zwariowaną egzotyką i bliżej jemu do etnicznych wynurzeń Rolando, niż do zwalistych monstrów dubstepowych pobratymców. Ciężkie bębny prowadzące utwór genialnie współgrają z wysokimi przeszkadzajkami i brudnymi hatami, rytm jest bardzo wyraźny. Krótkie spływy z odgłosów leśnych duchów, starożytne pady zmiksowane z głosami ptactwa obok scubowskich reverbów nadają utworowi niezbędnego powietrza. Brzmienie jest bardzo przestrzenne i bogate, jednakowoż aranżacja nie daje odbiorcy chwili wytchnienia. Wysoki, afrykański uplifter!

niedziela, marca 30, 2014

1000st post: paranoia but subtle: Efdemin - Decay [CD album for Dial Records, 2014]

march 2014 / cd album / Dial Records / Dial CD 30
deep house, minimal
sophisticated, stylish, sensitive


Kiedy sięgam po tak wyrafinowane dziełko jakim jest "Decay" czuję się w kanapie jak ostatni dziad, ale za chwilę zakładam złotą bluzkę z ortalionu z uformowanymi przy ramieniu lśniącymi kwiatami i zasiadam w poczuciu powagi sytuacji. Bo wiem czego się spodziewać, mianowicie mogę spodziewać się charakterystycznych dla Sollmanna eleganckich zabaw z harmonicznym 4/4. Nie rozumiem czemu inspirując się japońską sztuką Sollmann wypowiada słowa "Moje ciało nie słucha mnie", być może jest to efekt kompleksu Europejczyka, który nie jest zaznajomiony w wystarczającym dlań stopniu ze sztuką współpracy z ciałem i umysłem, nieważne! 
Album otwiera "Some Kind of Up and Down Yes", czyli prawdziwa - jak na taką oszczędność środków -  emocjonalna bomba na zwichrowanych resorach wykwitnego deepu. Ten wałek to coś przełomowego dla post-bananowej młodzieży, jarającej się jeszcze klika lat temu emocjonalnymi wzlotami Boards Of Canada, a która z niemałą dozą nostalgii, niemniej jednak dumnie - zaczęła kroczyć za nowymi trendami w minimal, deep house. Ponad galopującym basem i spomiędzy delikatnych mikrotrójkącików wyziewa subtelny, klaustrofobiczny, ale zarazem ciepły motyw syntezatora, który jest katalizatorem głębokiej introwersji, to jeden z najciekawszych kawałków na albumie. "Drop Frame" to nocny spacer po pustych ulicach wielkiego miasta obleczony w chłód podświadomości. Z każdym kolejnym krokiem przykre myśli wzbierają na sile, ale w głowie pulsuje zbawienna świadomość szybkiego powrotu do domu. Podobne emocje towarzyszą "Transducer", obrazek klubu i odwiedzących go ludzi. Kątem oka zauważony podpierający ścianę uczestnik imprezy, którego zawartość portfela nie pozwoliła uciec w zapomnienie, obok jego jeszcze bardziej zagubiony, paranoidalny kolega - "Solaris", na jego twarzy ostry grymas odsłaniający otchłań życiowej goryczy. Ten sam kolega nad wodą w lasku sportretowany został na "Parallaxis", to dwie przeciwne strony Sollmanna flirtu z przeszkadzajkami techno. Kawałek "Decay" całym sobą odzwierciedla samsarę, czyli żywot, w którym to część nieświadomea sprawuje kontrolę nad jednostką, jest to samsara pędzącego świata, ludzi głęboko zajętych własnym cierpieniem i to cierpienie stwarzających każdego dnia. "Subatomic" to zimowy poranek w Niemczech, utwór tworzy piękny obrazek wschodu Słońca, kojarzonego tutaj z deep house'owymi impresjami i majestatycznej zimy - łączonej z estetyką techdubu. Liczę na to, że "Track 93" będzie wisienką na niejednym mikserskim torcie, swoim rozerotyzowanym, ale i nieco szalonym i ciągle ambitnym (fajne i nietypowe to połączenie: erotyka, szaleństwo i ambicjonalia) vibe'm zanurzy niejedną parę w miłosnych objęciach. "The Meadow" jest troszeczkę przybrudzone, tak, że perkusja w połączeniu ze starym pianinkiem przypomina Johna Robertsa, ale czar ten jest szybko rozwiewany wejściem bliskich sercu Niemca house'owych chmur. Finalizacją albumu jest krótki utwór "Ohara", stanowiący genialny grunt dla medytacji, gdyby tylko nie był zalany przypływem twórczego obłędu Sollmanna.


niedziela, marca 23, 2014

from the street: Millie & Andrea - Drop The Vowels LP [2014, stream]

march 2014 / Modern Love / LOVE094
dubstep, jungle, dub techno
dirty, industrial, experimental

Andy Stott i do niedawna jego mniej szanowany pobratymiec - Miles Whittaker (Demdike Stare) zebrali wszystkie swoje animistyczne fantazje i sklecili album z sampli charakterystycznych dla obu solowych projektów, zamykając się w estetyce znanej z epek serwowanych razem w roku 2009. Tych dźwięków nie sposób pomylić z żadnym innym projektem. Muzyczne wizje panów mieszają się tak dalece, że nie sposób odróżnić od siebie ich solowych wpływów. Egzotyczne sample z Demdike Stare genialnie romansują z oryginalną techdub<- .-="">stepową estetyką, gdzie niegdzie zamąconą industrialnymi junglowymi perkusjonaliami, wyrwanymi z ulicy z jeszcze bimbającymi na ich żyłach brudnymi strzykawkami.




wtorek, marca 11, 2014

Czuję, że żyję: Jetone - Phoedra IV



Jestem w tym miejscu gdzie mistyka rzeczywistości styka się z porządkiem tejże. Czuję jak delikatne powiewy rozczesują moje włosy, w jasnym, kameralnym pomieszczeniu bańki dźwięków zabawiają się w zmysłową telekinezę rozpryskując się na tysiące płatków strelicji, które wbiwszy się w serce obezwładniają ciało i umysł feerią miłosnych wrażeń.

poniedziałek, marca 10, 2014

AIH zaprasza na bibkę / 14.03.2013 / Pan-Pot @ SQ, Poznań

Weszłam w zatargi z wielką nieznajomą, wyruszam w kolejną muzyczną podróż i zarazem zapraszam Was do wspólnej zabawy. Ten piątek w klubie SQ, Pan-Pot, Łukasz Napora znany z organizacji festiwalu Audioriver i Juniore, bywalec Eskulapa. Obecność obowiązkowa.

Link


Tymczasem można rzucić uchem na świeżutki miks kolektywu sporządzony dla Mixmaga, będący wykwitem spoconego techno:




Tracklista:
1. INTRO
2. Lucho Part 1 (Original Mix) - Heiko Laux, Alexander Lukat
3. One Reason (Sebastian Paiza Remix) - Chad Andrew
4. My Busted SH-101 (Original Mix) - Alexi Delano
5. Get Your Soul Back (Original Mix) - Nikola Gala
6. Love Nation (Original Mix) - Carlo Lio
7. Silk Road (Original MIx) - Harvey McKay
8. Eagles from Space (Alt Mix) - Pig&Dan
9. I Believe (Original Mix) - Luigi Madonna
10.Let’s Go Dancing (Adam Beyer Remix) - Tiga, Audion
11.Jaz (The Traveller Remix) - Marcel Fengler
12. Free Nation (Ellen Allien Edit) - Ellen Allien & Thomas Muller

Zapowiada się bardzo ciekawy wieczór, nieprawdaż?

Tymczasem Hudson Mohawke prowadzi psychofizyczną batalię z Zombym. Zobaczcie jak niską etykę zachowania mogą mieć współcześni szanowani artyści...

oraz... "kodeina, dziwki, hajs" w wykonaniu młodego rapera.

:) Tyle ploteczek, do zobaczenia!

czwartek, lutego 27, 2014

Mech - Plaits EP {recommended}

digital ep / Michał Wolski, Mateusz Wysocki / february 2014 / minicromusic (POLAND) 
experimental dub techno
raw, monumental, trance

O, Polsko! Na Twym łonie w tym szlamie rozkwitł lotos.
O, Polsko! Twój wartki strymyk zwalał kamienie, będące buddyjskimi kilesa, czyli splamieniami!
O, Polsko! U zwężenia strumyk wyrywał patyki, piach i pozostałości krowiego łajna.
O, Polsko! Twoja krowa sika z przerwami, z niezwykłą naturalną gracją!
O, Polsko! Twój strumyk wygładził piękne korytko, nie dla polskich świń!
O, Polsko! Mieszaj wszelkie wody w wodospady, strymyki, rzeki i jeziora.
O, Michale Wolski, wykonawco, mieszaj je by powstało pełne doświadczenie jeziora.
O, Mateuszu Wysocki, łobuzie, wrzuć tam swój kamień, który twardo spadnie na dno, wznieciwszy na powierzchni fale, które szybko się uspokoją.

 'Mech' to nazwa przewrotna, bo polski mech wyrasta naturalnie na korze obok wartkiego strumyka, jeszcze inny 'Mech' to po prostu skrót od słowa "maszyna". Mech, mech, mech, to nazwa duetu opisującego naturalne zjawiska poprzez maszyny (proste kojarzenie dalekie od błyśnięcia elokwencją - przyp. redakcja).  Zabawne, zagraniczny (wielce prawdopodobne, że zagraniczny), zapędzony, rozkojarzony wśród nazwisk wielu artystów - słuchacz znajdzie w tym surową maszynę, którą może szybko się znudzić i odstawić w zakurzony kąt, wyrzucić. Ona znajdzie się potem nad jednym z takich entych strumyków, jej blachy pokryją się osadem, po dłuższym czasie wyrośnie na nich mech. To zapomniane trofeum będzie nie lada gratką dla podróżnika rowerzysty-melomana. Nie będzie z nim robił nic, po prostu trafi nań i podda je wnikliwej obserwacji; dotknie delikatnie puszystego mchu, posłucha szumu wiatru rozczesującego jego darnie, powącha jego żywiczny zapach etc. etc.
 My, Polacy, chyba jeszcze nie mielim tak eksperymentalnego duetu dub techno, który czestowałby wszystkich dookoła surówkami, mazią z fioletowej kapuchy, masywnym, niepokrojonym śledziem w occie, rzucał kopami i krzyczał "zamiast paczki papierosów balas intelektualnej rozkoszy", gotował rewoltującą grochówę, mieszając ją wielką pałą i uczył jak radzić sobie z iluzją nudy, zabawiając boddhisatwów, pacjentów psychiatrii i bandę okolicznych dziadów, meneli. Pozdro!


czwartek, lutego 06, 2014

Ja-ma Cię-żaru Powertrip.




Wziąwszy amulet do poświęcenia, całkowicie owładnięty i rozkojarzony uczeń zagląda do chatki szamana.
- Witaj, Zamulan, nasz szamanie plemienia Buhapara, bądź pozdrowion! O wielki, mam tu amulet sporządzony z rogu renifera
-Witaj, witaj, i śmieje się - wielki to jest mój kij, kochany, jam jest tak właściwie umarłe w tym świecie, ale zostałem po to by pomagać tym, którzy zgubili duszę w zgniłym odmęcie, ich badanie jaźni kolektywnej powiodło się źle, miast w życie uciekli w cień, wystrzeliło ich duszę w świat tylko nam szamanom znany i przez nas szamanów wielce lubiany, zagubili wszelkie władze umysłowe, zaczęli wierzyć w voodoo, wyrównywali energie cielesne do granic wyczerpania, nie spali po nocach, widzieli tylko własne oblicze, miast oblicza kolektywu, co prawda zobaczyli w zachodnim świecie obłudę, egoizm, przegnicie, ale wystraszyli się tego, wystraszyli się własnych zmysłów, własnej karłowatości, głębokiej natury swoich problemów. - powiedział szaman
"ogółem, ja już krążę po świecie szamańskim, mój mózg podłączany jest do wielkiej sieci, istoty astralne wysysają ze mnie energię, ja obrażam sam siebie, czuję się owładnięty i bez kontroli, ludzie są dla mnie jak najpodlejsi wrogowie, czuję się zupełnie niezrozumiany, boję się nawet mojej maczety, szamanie Zamulan, poleć mi coś, uratuj mnie z tej gehenny, całą duszę oddaję Tobie"
- Wiesz co, tak naprawdę wcale się nie zmieniłeś, zyskałeś jedynie większy gląd, wyolbrzymienie psyche i wypłynięcie Wielkiej Góry Nieświadomego, którą to nazywamy pieszczotliwie Vagina, niestety wystraszyłeś się swojej prawdziwej natury, przez długi czas błądziłeś w świecie narkotyków psychodelicznych, żarłeś grzyby jak opętany, paliłeś szałwię, która powinna być dostępna tylko szamanom wyższego stopnia, chlałeś ayahuascę jakby to było mleczko kokosowe, jednakże nigdy nie utraciłeś ego, zawsze nudziło Cię życie w swojej istocie, dlatego ekspreymentowałeś, bałeś się nawet swoich własnych myśli, ponakładałeś na siebie mnóstwo zapor byleby czuć się jednością ze swoim brudnym ciałem, szukałeś spełnienia tam gdzie nie powinieneś, pobłądziłeś, mój bracie. Jednakże przyszedłeś tutaj z własną prawdą na ustach, nie jesteś jeszcze taki spruty jak ci oddani wiecznemu cierpieniu. Co mogę Ci powiedzieć? W tu i teraz już wglądaj w swoją moralność, staraj się ją poprawić, w przyszłości nie bierz tego co nie jest Ci dane, przestań opowiadać o sobie i stawiać się w centrum uwagi, nie zasługujesz na nią, skończ z wszelkimi używkami, nie obmawiaj ludzi pod żadnym pozorem, nie naruszaj nierozwiniętego kwiatu ego swoich pobratymców, nieważne czy jesteś psychologiem czy psychonautą, nie naruszaj prawdy innych, bo zgnijesz jak nogi alkoholika na mrozie. To, że poznałeś skarłowaciały rodzaj własnej PRAWDY, o niczym jeszcze nie świadczy, bądź głęboko pokorny, cichy i skupiony. Ja ukoję Twój głęboki lęk. Pozwolę Ci zasnąć, wykorzystam cały swój oręż byś wrócił do ego, nie jesteś jeszcze gotowy na poznanie rzeczy takimi jakie są - powiedział Zamuł.
- O wielkie dzięki, szamanie, ale ciągle się boję!! - powiedział uczeń.

- Nie bój żaby, zaraz wyrównam Twoje energie, ukoję Twój lęk, potem zaśniesz, potrzeba dużo czasu nim wrócisz do siebie, mam jednakże nadzieję, że wyciągniesz z tego największą nauczkę jakąkolwiek mógłbyś dostać w życiu, mój mały ślepcu, a ci, którzy nie zaznali tegoż żyją w ciągłym cierpeniu i obłudzie, wielkiej nudzie, którą buddyści nazwali samsarą, no cóż, oni się odrodzą jako wilki, Ty natomiast stoisz przed wielką szansą na całkowity rozpad ego, ale powoli. Jeśli znów zaczniesz czuć się jak nierozwinięty kwiat, w pełnej spójności własnego doświadczenia - nie zacznij odpieprzać wszystkiego na przekór Wielkiej Sile - zakończył Z., zapalił kadzidło i zaczął odprawiać rytuał...

~Zamulan

piątek, grudnia 27, 2013

Grey Over Blue, Actress



Jak zwykle niepokojąco, z innego świata.

Actress - Grey Over Blue / Wee Bey (Werk Discs) out now. Ghettoville (Werk Discs)Actress' new album will be released at the end of January 2014.

czwartek, grudnia 12, 2013

chill: Quasimoto - The Unseen

2000 / cd, album / Stones Throw Records /  STH-2025-2
hip-hop, abstract
dope, chill-out, jazz


Muszę przyznać, że z hip-hopem nie jest mi specjalnie po drodze, ale Quasimoto jest jednym z wyjątków potwierdzających regułę. Zwłaszcza dlatego, że jest to muzyka z dość wąskiego i elitarnego, na pewno bardziej elitarnego niż sama maryśka labelu stones throw". Kiedy po raz kolejny zawodzi nas temat od wielkiego mistrza D jest jeszcze jedna szansa, światełko w tunelu, jest to ta płyta. Płynące, low-fi, sedatywne bity zawieszone na konopnych gałązkach, wdmuchiwany dym z tejże flory zasila spitchowany wokal Quasimoto. Jak przystało na profesjonalnego artystę, nie wszystkie teksty są o jaraniu ganji, a raczej zdecydowana mniejszość, gdzieś tam między wierszami o tym wspomina a jednak wiadomo jak jest. Kreskówkowa formuła artystycznych wrzutów ze słoniowatym, żółtym tworem doskonale odpowiada klimaciarskości utworów. Warto więc nieco przypilić się do tych zawieszonych struktur bitoidalnych, brzmią klasycznie, ale bardzo wyrafinowanie. Kontrabasy lub basowe gitary tworzą razem z biciskami przykadzony szkielet, na którym pną białe wdowy, odżywiane brzmieniami strun, trąbek, fletów, pianin. To low-fi w wersji akustycznej. Między jednym, a drugim małym jo Quasimoto wypaca tekst, nie są to jakieś przełomowe twory, odkrywające przed nami nowe światy, ale jest to bez wątpienia myśl na poziomie, na poziomie gościa, który przepala własną apatię i ratuje się rozmową z buddą, która to ma go uchronić przed beznadziejnością rzeczywistości. Duszny, przepalony charakter utworów nie jest taki całkiem oczywisty, takie utwory jak "Basic Instinct", "Good Morning Sunshine" to brzmieniowe up-liftery, swoiste hip-hopowe sativy, zdecydowana większość to jednak muzyczne odmiany indica. Największe smaczki to bujankowy  "Bad Character", podobnie hulający "Basic Instinct", którego autorzy wychwalają swoje umiejętności utrzymywania imprezy w ryzach, niewątpliwie "Good Morning Sunshine" z przykuszonym hatem, "Come On Feet" o zgubnych skutkach skucia, rewelacyjny "Astro Black" poruszający się między komiksowymi gwiazdami i czernią ołówka, z bogatą inkrustacją bitami. Nie wiem czy rozumiem dobrze przesłanie utworu "Blitz", ale sampel mówi tam chyba "without weed", znam to, tak rysują się pierwsze dni detoksu. Tymczasem, 1... 2... 3... odlot!



Quasimoto The Unseen from Steven Daniels on Vimeo.