Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamulan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamulan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, października 17, 2016

Freak: Zamulan - Deemeetree [mix, 2014]

Freaky! Przy tym zgłupiejesz. Mijają dokładnie 2 lata od publikacji mojego miksa 'Deemeetree' będącego zwieńczeniem bardzo szalonego i bogatego w doświadczenia okresu. Przed Wami równie szalona, bezprecedensowa, słodko-gorzka i przede wszystkim eklektyczna petarda. Ostoję w niej znajdą fani takich gatunków jak m.in. techno, idm, krautrock, post-rock, psychedelic rock, detroit house, acid house, tech-house, techdub, ambient.


mix / 16 nov 2014
techno, idm, krautrock, detroit house, acid house, tech-house, techdub, ambient, psychedelic rock, post-rock
massive/subtle, bittersweet, quirky, psychedelic, jazzy, dubby 

Moje najbardziej osobiste wycieczki w stronę mocarnego, technicznego grania okraszonego gdzieniegdzie szalonym IDM-em (wprost od samych klasyków, AFX i kozacka alternatywa Galaxian) i sauerkrautrockową, subtelną psychodelią, do którego za wprowadzenie posłużył mi Shit & Shine z nowego, genialnego albumu. S&S to nic innego jak eklektyczny noise rock. Pojawia się tu kawałek tytułowy z epki "1984", jeden z utworów roku w zakładce techno. Na zakończenie rockowej wycieczki suita 'Djed' od Tortoise, post-rockowy smaczek, zakadzam to Prinsem Thomasem ukrywającym wiele dobra w warstwie tła, zwiewnie wracając do krautu, potem do elektroniki w wydaniu z Detroit. Nie omieszkałam - mieszając i strukturalizując kawałeczki - dwukrotnie zażartować. Jednym z żarcików jest wciśnięcie zabawnego 'Frogs' zaraz po monumentalnym Inigo Kennedy, a drugim, mniej wyrazistym, skwitowanie krautowej siesty gitarowym synthem DJ Jus-eda. Miksowanie tegoż było czystą frajdą, spływającą po mnie cyfrową kreacją skroploną deszczem acidu.

byRovo
15.Djed

niedziela, października 16, 2016

Mix by Zamulan - the only author of this site. Not published, until then.

Zamulan - Clobemix
2012, mix, TOPP Mix, Nieszawa [PL]
house, deep house, techno, dubstep, experimental
quirky, monkey style, motley

Miks przygotowany dla znajomego, TV Toma, na potrzeby jego strony, już nieistniejącej.
Zapraszam do odsłuchu tegoż różnorodnego, dziwacznego i zarazem [oczywista!] dość nietypowego.



środa, października 12, 2016

Still alive!

For recommendations please visit my fb site.
For links be patient!
A żeby zobaczyć nowe recenzje trzeba będzie poczekać, mam nadzieję!

wtorek, lipca 12, 2016

Profilątko.

You're welcome one my fb site where I present some tracks and conclusions about music.




czwartek, maja 05, 2016

Mixed by the archinhub's creator: Zamulan - Non·us·er·friendly [stream / download]

Zamulan - Non·us·er·friendly



dub techno, techno, deep house, experimental
mellow, danceable, groovy

DOWNLOAD:
.flac
.mp3


Wymsknął się spod ciepłej otuliny uspokajającej somy,
by intrygować chłodem Ciebie, słuchaczu nadworny.
Jest taki akurat, by nie przekroczyć normy,
a wysiłek weń włożony... potworny!

Rozchylił swe przepaście intrygujące,
podsypany szafirowym granulatem by schłodzić uszy gorejące.
Że spodoba się Wam to nadzieję we mnie się tlące.
Będzie jak najbardziej tanecznie, by nie wywołać eksperymentem odruchów wstecznych.
Poruszam się jednakże po rejonach bezpiecznych,
acz nie zgoła takich, ten konglomerat nie należy do błahych.

Bity będą zarazem miękkie a zarazem tłukące,
bas kochany słuchaczu skręć, o decybeli pięć,
bo to na imprezę przygotowano bębnistą,
tak by w odbiorcach wywołać brzmieniem ekstazę dżdżystą, euforię soczystą,
czystą jak diament, jeśli nie posłuchasz następnym razem wzniosę lament.

Dub techno kieruję w techniczne rytmy,
eksperymentu sączę małą strużkę,
budując małą opowieści dróżkę,
usłaną pluszem,
haty kruszę,
łączę wartko...

Choć i tę manierę już dawno utarto.

#:
KnowOne - 16 Untitled B
Yagya - Deepchord Redesigns 4
Quantec - Abyss
Pulshar - Undercover Version II
Terekke - Amaze
Traumprinz - Believe
Unbroken Dub - A1
1800haighstreet - Heldled
Traumprinz - Big Baby Jesus
Benedikt Frey - Ghosts
Vakula - Fifth Experiment
MLZ & Pacou - Minus (MLZ Remix)
Model 500 - Starlight (Mike Huckaby's Resynth)
Fred P - Tokyo to Chiba
Andy Vaz - Imaginery Beings
Relaxer - Get Back To Work
Boston 168 - Oblivion
Michal Wolski - Vector
Cosmin TRG - Serpenti
Ctrls - Nonuser
Heiko Laux - Dry Me (Acid Mix)
Nicolas Jaar - 16 Tower of Sin
Salem - Trapdoor
Demdike Stare - Trapped Dervish
Ling - Canthem
Salem - Killer





piątek, kwietnia 01, 2016

O nowej bluzce, olśnieniu i ukochanym nałogu, czyli to co zwykle.

Dzisiaj jest ten kapitalny dzień, jak wtedy w październiku 2011,
gdy wrony atropomorfizowały się, pośród dziesiątek mień, mych spazmatycznych drżeń.
Ptak-człowiek, ptasi móżdżek, od gadów ma tego i tego mózgu pień.

Jak soczyste polany, ujrzane w grudniu 2014,
doświadczenia, które ludzie kupują za złotych setki.
Kutas namalowany na prądnicy słupie jest dziś czystym ametystem,
jaźni błyskiem łupię, ale notabene temu skurwysynowi, co to namalował oczy wyłupię.

Promienie przebijają się przez kopuły drzew naręczy,
obiecałam niegyś, że miast dymu nikotynowego,
będę oglądać chmury, jak się z nieboskłonu sączą.

Tymczasem sączę głęboki L&M-ów dym,
z którym to pójdę ręka w rękę na krym,
choć to wątpliwy rym.

Ostatnio wspomniałam o boskim krysztale,
ornamentem inkrustowanym.
Teraz już, acz nie na życzenie, wywoływanym,
na wierzchu bluzki, niczym na rybie przywarta łuska, pokazywanym.

Dymek uwielbiam wprost, rozrostu, wzrostu w nosie porostu.
Mój pociąg do nikotyny odjeżdża z peronu trzeciego, a wciąż obecny,
czy w ciąży nawet, a co do licha,
bez tłumiącego tlenku węgla ma egzystencja staje się licha.
Wiem, że ta porada w gąszczu porad to zwykła kicha,
zapytaj o od niej abstynencję sekret mnicha.


I utwór zupełnie nie w klimat, ale czekam na noc, by Słońce ponownie nie sprażyło styków mego komputera, a mam zamiar jeszcze pożyć!

Usługa SnoopaVision jest w wersji beta i zostanie włączona w filmie LV & Josh Idehen "Waiting for the Night" [ from the "Islands" LP] 6/30/2149.

niedziela, marca 06, 2016

Paragnomeniclinicalazyeti. Fav reminiscences. Part#1




[...] Tego ranka wrony krakały jakoś tak osobliwie, jakby się antropomorfizowały. Muzyka w telefonie też brzmiała nad wyraz krystalicznie. Czekałam na pociąg do GDA. Przeszłam przez siatkę w stronę torów, było rano, to jeszcze za wcześnie na policyjne atrakcje. Pociąg zatrzymał się z przeraźliwym świstem. Wsiadłam...



Bezpośrednio przed Gdańskiem siedziałam ze starym małżeństwem z wnuczką. Wnuczka dużo pytała o kierunki i o ogólną orientację ciała w przestrzeni. „Babciu czy to pociąg jedzie czy w oknie tylko się przesuwają rzeczy?”, „To pociąg jedzie wnusiu, poruszamy się w tę stronę”, ciekawe odczucie mi się przytrafiło przy tym, jak gdyby z tej drugiej już strony lustra.



Wysiadłam w GDA. Na miejscu w buffecie tańczyłam i jarałam fajki. Byłam dość hiperaktywna, kazałam sobie zaparzyć zielonej tea. Krążyłam i obserwowałam. Czułam się nietypowo, bardzo nietypowo. Dj-e grali. Potem nadeszła moja kolej. Czułam się dziwnie, tak jakby wszyscy mnie oceniali. To był zwiastun. Obgadywali mnie obrzydliwie, to było przerażające. Oczywiście potykałam się podczas gry i ogólnie wyszła lipa. „Jestem lustrem społecznym.” powiedziałam do jednego z kolesi, on odpadł.




Zebrałam torby i poszliśmy do speluny stoczniowej kilkaset metrów dalej. Odłożyłam torby za scenę i przystanęłam na lewo od djki. Zaczęła się ostra psychodelia. Ruszyłam na tyły za scenę, było tam mnóstwo stolików, krzeseł, poukładanych na kupę. Zaczełam wdrapywać się na sam szczyt, zgubiłam klapek. Potem zeskakiwałam narażając się na szwank. Gdzieś w między czasie ktoś obrzygał mi nogawkę. A klapek... na szczęście odnalazłam go, wracać 500 kilometrów bez butów byłoby nielada wyzwaniem. Czułam się jak kruk, czy raczej napotkana rano wrona. Potem taniec i chwila odpoczynku na fotelu.



Wychodząc z tego centrum obłudy i perwersji przyatakowało mnie dwóch karków, pytali o zagubionych dj-ów, z którym notabene byłam, odparłam jednemu: „spójrz mi w oczy, to oświecenie kundalini” „spierdalaj ćpunko” - zripostował. Chwilę potem, przy bramie stoczniowej czułam się jak matka Teresa pochylając się nad jednym z zaginionych djów ubrudzonym węglem, z połamanym nosem. Wróciłam do domu.



Po powrocie do domu już łóżku pojawiły się dziwne, mackowate rośliny...
Po odpoczynku wszystko było w porządku.

sobota, stycznia 30, 2016

Przeklęty dar. Katharsis.

Kiedy nocą zasypiasz w całkowitej ciemności, bo jasność wypełniała twoj dzień,
ja w horroru kokon zagłębiam się, w konglomerat brokatowej szarości.

Przeklęty dar,
żyjąc z dala od ludzi, umysł zdeprywowany w morzu frustracji urządza swoj taniec,
eksponując swoj świat, rodzi się z uciskow, problemow kamienny gmach.

Popadam w desperację, skok wydaje się rozwiązaniem,
a przed nim milisekunda zastanowienia, czyli jego brak,
w potrzasku skazaniec.

Gdzieś tu jeszcze żyją dobrzy ludzie,
na ktorych barki zrzucę ten balast,
dla nich to błahostka.

Wtem,
słodki majestat zstępuje,
ochy i achy na swoj temat,
katharsis.

 


piątek, stycznia 22, 2016

wspomnienia. reminiscences in the sound of classics.




Twoje imię jest nieistotne, jesteś zlepkiem tego co było,
oczywiście nie było ich aż tak wielu by zwariować i pogubić się na liczydle.
Twoje ramiona oplatały moje niekościste jak to bywało, biodra, z których powstał transcendentalny wąż, który dnia pewnego rozdzielił me ciało.
A gdy były kościste, Ty, wedle mych planów nie tknąłeś mnie, znarkotyzowany jedną z wielu mikstur. Dysocjowaliśmy nad krakowskimi wodami popijając wino.
Twa grzywa niczym złoty splot kładła się na moich onieśmielonych nagich udach.
Ta potężna woń, w której skonsumowaliśmy się po imprezie.
Broda, ciemno-miedziana, którą kazałam Ci zgolić.
Twa broda złota, kózka, której nie zgoliłeś.
To czarne ustrojstwo.
Wyjawiłeś mi tajemnicę, że we wszystkich się rozkoszujesz znajomych kobietach wokół,
pozostawiłam to bez komentarza.
Ta noc, kiedy nie mogłam się Ciebie oprzeć, a było to pierwsze spotkanie, 
Ty nie odwzajemniałeś tego.
Twój głos wibrował w rozkosznej przestrzeni niczym obniżony śpiew nimfy, wokal radiowy.
A Twój głos był pedalski, aż wstyd było się przyznać.
Pamiętam jak obieraliśmy przezroczyste, mieniące się fantazyjnym gąszczem barw mandarynki.
Jak rysowaliśmy swoje obiady to w umywalce, to w toalecie.
Jak długimi godzinami dyskutowaliśmy o geometrycznej budowie Wszechświata.
I taka też nieskazitelna była nasza miłość.
Nasze niebotyczne orgazmy.
Twoje hobby, które mnie tak niezmiernie wkurwiało.
Zmarnowałeś ostatnią okazję, by nie skończyć kłótnią.
Twoje "you're so sexy" jako zbieg okoliczności, przypadkowe randez-vois z wonią czosnku na czele.
I tak najbardziej kochałam Twój mózg, niezmazany wiedzą tajemną znaną tylko mnie,
Nie ma już miłości, ja na oczy przejrzałam.
A Ty, nawet nie tęsknisz jak ja, ta, która Cię przekreśliła.
Ale wciąż kochasz, kochasz...

sobota, stycznia 16, 2016

Updates on my site.

To book me or read something about me, as a person and a lap-j, 
please open my site.
Thank you!
But my previous mixes sick a dick.


czwartek, grudnia 24, 2015

Czytelnik - masochista. Reader - masochist. Przypadkowe rymy. - Random rhymes.

Nie masz powodu by we mnie uwierzyć, 
bo już pogrążam się w nawykach z przeszłości,
ale dojrzałam, spoważniałam,
chowam się za twarzą bez wyrazu,
uda w miejscach kieszeni poprzepalane szklanymi cygarniczkami panicznie chowanymi w 
ciągłej paranoi,

całe garście leków rozbijanych z otoczek po to, by mocniej zadziałały, antydepresanty,
antypsychotyki, stabilizatory, zapijane kawą, doprawiane papierosem, 
zawsze bez śniadania.

Codziennie analiza, jak przed lekarskim obchodem – jak ja się dzisiaj czuję?
Tutaj, ocena, chwila zawahania, 
już sama nie wiem.

Z powrotem w domu, po 9 miesiącach hospitalizacji.
Byłam sama sobie królikiem doświadczalnym, nie obchodziły mnie setki efektów 
ubocznych, nawet tych śmiertelnych. 
Doładuj antydepresantu, doktorze! Może zamienimy to na to.
I tak się pierdoliło.
Siostro, mam myśli samobójcze, siostro, poproszę clonazepam!
Doktorze, powiem szczerze, lubię sobie przyćpać lorazepam.

Wypis ze szpitala.
Parę zdań zwykłych bredni wypisanych przez specjalistę, podsumowując wielką batalię z 
nieopisywalnym - schizofrenia z zaburzeniami nastroju, jak Benga normalnie.

Jakby tego było mało dodatkowy stygmat,
obok oficjalnej diagnozy pojawia się „Uzależnienie od THC, substancji halucynogennych i stymulujących”
To żeś dojebał, doktorze, to częściowa przynajmniej pomyłka, ja i stymulanty?!
To prawda, że lubiłam błotnisty meth, okazjonalnie amfę.
Poczucie wszechmocy na kwasie i amph,
poczucie miłości na ekstazie,
boskie ornamenty po DMT... i inne bzdury.
Królowa Salvia Divinorum.
Pustka posypana brokatem.
Halucynacyjne spotkanie ze zmarłym ojcem, już wiem, że po śmierci jest lepiej.
Teraz już na zawsze z nie dość, że żółtym to tak zawstydzającym papierem... 
mam długą listę i duży staż, acz poczerwieniała podczas pierwszego odczytu ma twarz!

Rodzina od strony zmarłego ojca w całej obfitości hipokryzji wyparła się.
Pochodzenie i żyły mam szlacheckie.

Pewien przyjaciel powiedział mi – odetnij się od psychiatrycznej nomenklatury, potraktuj to jako porywy duszy... ciągle nie umiem.


środa, grudnia 16, 2015

Me{ga}loman.

Nadane z góry przepierzenie koloru zwęglonego drwa, intensywna jego iluminacja cienia, eliminująca wszelką jasność,
podmiot przepełniony otchłanią sprzeczności, ambiwalencji wszelakiej,
wielce rozczarowany przedmiotem życia, pozbawiony wyboru, scieżki,
na drodze bez znaków, swym kruczoczarnym blaskiem rozświetlający przestrzeń bez kierunkowskazów,
oczarowani jego sztucznym taktem niezdający sobie sprawy z jego smutnej historii,
zna jedynie miarowe bębnienie wulgaryzmow, hipokrytyczna zjawa taktu 4/4 i fałszujacej nuty,
wyszukany odmieniec, płotka w świecie schematow, intensywnie pochłoniety analizą, uniknąwszy angażu,
na ulicach wokol jego squatu bląkające się bezpańskie, wychudzone psy mieszańce,
wariat w osnowie absolutnej izolacji, społeczny karzeł, eremita, lecz wybitny unikat sam w sobie, me{ga}loman w halucynacyjnym brudzie, nieobmywany przeźroczami deszczu, bo od roku w zakładzie,
wyobrazić sobie jego klęskę to wyzwanie,
dane jedynie podziwiać poprzez puste teorie jego przedmiot, spękaną czaszę na troje,
zastygnięty rój.

Eliane Radigue - Kyema from Trilogie De La Mort
part 1, 3 x CD, 1998, Experimental Intermedia Foundation ‎– XI 119

czwartek, listopada 26, 2015

announcement: ZAMULAN MIX:"Black turns grey on benzodiazepines" 1/2016

Zamulan - Black turns grey after benzodiazepines












2016, 01 /  mix / AIH 
rare, sedative, hypnotic, anxiolytic, relaxing, with heart and empathy

Nie ukrywałam nigdy, że jestem ćpunem, ale to tak czy owak, to chyba tylko jednorazowy wyskok, aż tak bezpośrednia próba wlania nut w pastylki.

Gdy uciekałam z domu pod wpływem amoku z torebką benzodiazepin, wpadł mi do głowy pomysł na muzykę, którą wybrałabym do tegoż swoistego i wymuszonego benzo-trippingu, by uniknąć bad tripa mając za mało benzo, o ile w ogóle częściowe wyciszenie mózgu można nazwać trippingiem.

Zastosowanie medyczne benzodiazepin jest ogólnie znane. Powiem krótko i bez zbędnych 'okołosłowiów': na lęk, na niepokój, na kryzysowe sytuacje, przy depresji (myśli samobójcze), na epizody maniakalne (nadmierne pobudzenie), na schizofrenię (napady lęku, niepokoju), ataki paniki, fobie, we wszystkich tych przypadkach celem jest złagodzenie nieprzyjemnych stanów emocjonalnych. 

Benzodiazepiny mają duży pozamedyczny potencjał stosowania, nadużywania, w rekreacyjnych celach, czy w miksach czy podczas schodzenia z ciężkich psychodelików się je stosuje, zwykle w dawkach mocno przekraczających medyczne.
Gdy spokojna wróciłam do domu zaczęłam poszukiwania. Pierwsza cecha, którą musi spełnić taki utwór: przede wszystkim nie koleć w uszy, domagam się sedacji, tu wbrew pozorom na starcie odpada 90% muzyki, mózg jest tak przymulony, że nie przyjmuje klików i katów, mocnych bitów. Muzyka spokojna, jednakże tak intrygująca i na swój sposób fascynująca, że nie uda się zapaść w sen. Sedatywna, zgranulowana, szumiąca, niosąca lekko już odległe emocje, słuchana na zimno - co w tym przypadku jest paradoksem, większym dystansem, ale też i większa empatią, jest ciepliejsza, kiedy to całkowicie wyłączają się ośrodki pobudzenia, dając odpoczynek synapsom.

Miks będzie stworzony przez Zamulan,
Te bliskie sercu ale i pasujące do ucha.

Z dala od marihuany! Z dala od marihuanowych techdubów i reggae!



Stay tune!






niedziela, października 25, 2015

Powracające ciągoty.

Astrale pomarłych ziół krążą niedbale w wyobraźni,
nie podoba mi się to wcale.
Marysieńki niegdysiejszy blues,
ten, którzy brzemię uzależnienia mi zniósł.

Blask kwasu, różnych narkotycznych wygibasów,
twarzy niczym tęcza rozmarzona, a kasa szybko roztrwoniona.

Czy ja jeszcze mimo psychoz wyruszę w te strony?
Niewykluczone bom tłumok i trep przez hedonizm za nos wodzony.

Negatyw niewywołany.

Taniec brzydoty obleczony złowróżebnym żartem.
Zmienny jest ten świat nadzwyczajny,
kiedy, o lekarze skończy się ten taniec rzeczy niebanalnych?

Wplątałam się w pajęczą sieć,
ze świetlistych girland sypiącą pytaniami "być czy mieć?"
Ten umysł nieświatły wolałby zwyczajnie oglądać matnię.

Z doznaniami zmiennymi biję się sekunda po sekundzie,
nie ma momentu by myśleć o uldze.
Zamierzchłe marzenia o eskapadzie,
jam kołek drewniany w buczynie wybijany, w skórze owadziej.

Na rozmyślaniu, widzeniu i słyszeniu rzeczy nieistniejących cała noc minęła, jak rzeka rwąca.
Tu stoi niestałej materii dzban, któremu chcę zadać kłam.

Muzyka pełna zgiełku, a księgi na wskroś przeklęte, bo w żadnej lekturze nie widzę już sensu.
Wypowiedzi lakoniczne, rezygnacja, myśli paniczne.
Negatyw niewywołany.

piątek, października 23, 2015

Psychotic mania

Tam gdzie nie ma, a postrzeżone, w roziskrzone zmysły obleczone,
odraza w miejsce, choć równie często na opak, w miejsce miłości,
mój mózg jak cegła rozgrzany do czerwoności.

Znów byłam ja tam, w rozszczepienia sklepieniach niebieskich,
z rewolweru słowa wypluwałam, poniewczasie bezkresne.
Opętana chaosem myśli, pączkująca euforia, nić fantazji w przestworzach dryfowania.

Nazajutrz, dzierżę telefon roztrzęsionymi rękoma, do psychiatry dzwonię, bo o Boże, tonę...
- Astronomia w rosołu talerzu, doktorze Masztalerzu
-Trzeba będzie położyć się na oddział.

Na oddziale wybuchy gniewu niczym Etna,
już wiedziałam, że rozum się ze mną żegna.
Zresztą chciałam z nim wziąć rozbrat ale w swoim czasie.

Świat zza lufcików, zza krat,
Pani Malwino, znów leki dobrane wbrew zaleceniom lekarza, a zatem trzeba leczyć psychotyczną manię.

Ekstaza nieudawana, zastrzykami spacyfikowana, po czym w łożu zmumifikowana.
Do dziś zamknięta w jednych z białych sal, niegdyś wbita na pal.

niedziela, czerwca 21, 2015

Simulacres et simulation: Sowls - DJ ZAMULAN vs. KOSTAV

Malwa czarna, Althea rosea var. nigra Cav


transgenic, transhumanic, ritual, artistic non-chaos.


"Tym, do czego zmierza każde społeczeństwo, podtrzymując produkcję i nadprodukcję, jest próba wskrzeszenia rzeczywistości, która mu się wymyka. Oto powód, dla którego owa produkcja"materialna" sama jest obecnie hiperrzeczywista. Zachowuje wszelkie znamiona oraz cały towarzyszący dyskurs tradycyjnej produkcji, lecz nie jest niczym więcej niż tylko zwielokrotnionym odbiciem (dlatego hiperrealizm zatrzymuje w halucynacyjnym podobieństwie rzeczywistość, z którego uszedł wszelki sens i urok, wszelka głębia i energia przedstawienia). Z tego względu hiperrealizm symulacji znajduje swój wyraz w uderzającym podobieństwie rzeczywistości do samej siebie."
Jean Baudrillard

zamulan vs. kostav (download)

0.1:4/4

sobota, czerwca 13, 2015

"Stara panna wylewa głupie żale, no promotion for YOU & I" List matrymonialny napisany przez The Lone Ranger - zamulan. Zoantrophic paranoia, 7 years old.

Kiedy ja chcę utwór ludzie piszą "go fuck yourself",
kiedy oni dostają coś w Miksie cieszą się,
zwinną, prędką, piekielną hecą,
włosy na jajeczkach czeszą.

Bo mnie nikt nie zrozumie.
Tak czy owak.
Może jedynie spróbować,
choć nie umie.

A ja nie mam żadnych "kolesi", ani kolegów, czy też koleżanek.
Prawdziwych przyjaciół już też nie, niestety lub stety,
Idę na bierzmowanie, me imię to Marsjanna, w głowie najstarszy kawałek,
same bzdety.

Jestem z Marsa, choć niektórzy myślą, że to Venus,
jak bardzo się mylą, Venus Planet to w Konecku przymus,
tam alkoholu gremium,
Ireneus...
a na moim marsie wystąpiły mrówki i skarabeusze...

Stary Indianin spoczął w batoniku, tylko i aż! Ale przecież ja nie muszę!

Stary Indianin, tęczowy szaman, markotny i wyuzdany szaman Egona Bondy'ego i...
dziewczyna szamana,
nigdy niezrozumiana.

A Pan Hieroglyphic Being popuścił w majtki czekoladą, właściwie to marsem,
bowiem nigdy nie pojął, a tym bardziej nie zrozumiał prawdy o polskim Holokauście,
Ja go miksowałam nieraz, a on to co?
Ten Pan jest chyba zerem, co nie? Niech krzyknie pan "ZERO", zobaczymy gdzie on tak zacięcie brnie, o, zero, zeroooo, zeroooo... ! - mówię, krzyczę.

Tak, w tej sekundzie gdy mówię "0"... jestem Operą, Operą...



Steruję umysłem, tylko swoim,
a u mnie...
Miłość to głupie uczucie.
Wolę orgazm węża kundalini.
A miłość mam, ale od zmarłego ojca...
Tachykardia, nadciśnienie,
chuj wielki i dwa bąbelki.
Philip K. Dick, Carl Gustaw Jung.
Takie śnienie. Boom-Boong!
Ja mam to w dupie! No-anal, no erectile disfunction, no chemistry, no psychological barriers, no stupidity, no manipulations, no borders, no silicon fame!




fak ju!
Spaliłam się od papierosa w łóżku...


...


Przed koktajlem Mołotowa.

Pozdrawiam! Greetings!

by BLIND MAN & Zen.ta

Zdjęcia pod tytułem "Malwina marzy i snuje":


Bass: 50Hz. Kaboom!!! Berghain!