Dla tego posta niewątpliwie arch in hub powinien wrócić do nazwy z członem "dubby", dla kosarza elektroniki, legendarnej oficyny dub techno właśnie - Knowone.
Tak właściwie dam Wam dostęp do pełnej dyskografii artystów labelu.
Pierwsze wrażenie podczas obcowania KO jakie mi się nasunęło w mej płatającej figle wyobraźni zarysowało sylwetki waleni na brzegu morza Norweskiego, które otrzymują nową szansę na życie, a Norweskiego ze względu na bliskie sąsiedztwo Holandii i Niemiec, któremu odpowiada brzmienie wydawnictw, oczywiście w znacznym stopniu przeważając na stronę Niemiec. To co wydaje się zupełnie nielogiczne czasem doskonale opisuje muzykę. W tym przypadku chodzi mi o wspomnianą analogię, broń boże o nagłaśnianie kolejnych kampanii dot. zwierząt, podczas gdy sam świat za oknem potrafi być wielokrotnie bardziej brutalny.
Surowa aczkolwiek sprowadzająca klimat efemeryczności, maszyna miarowych bitów i falujących padów znosi walenie z powrotem na wodę. Niezbyt skomplikowana i mało eklektyczna w swej budowie, prosta i trwała jak na kraj pochodzenia przystało.
BMW wśród dubu, które przywodzi na myśl przejażdżki rowerowe Persefony w pięknej, delikatnie falującej, półprzezroczystej białej sukience wzdłuż mokrej plaży, nie pozostawiając w jej piaskach wklęsłych linii, to jest, bardziej konkretnie, żadnego śladu, dlatego, że składak szybuje w powietrzu. Pf! Absurd goni absurd! Karmazynowe niebo pokrywa się złowieszczymi chmurami o metalicznej barwie, a zachodzące Słońce mdłej barwy powoli osuwa się za horyzont.
Jak króliki z kapelusza i ku uciesze fanów, kolejne epki wypluwane są co rusz jako co może cieszy już mniej: jako dosyć jednorodne pod względem stylistyki krążki skąpane w szaro-niebieskiej chłodnej, przestrzennej atmosferze. I tak: znakomita część wieczerzy to mocno wzorowane na projektach Basic Chanel, Chain Reaction i Maurizio rozbujane basy, fluktuacje szumów stanowiące tło i co najważniejsze: sztandarowy element prawie każdej kompozycji zawartej na epkach tj. mroźne, roztańczone berlin resonators. Bardzo starodawna i mocno zdezelowana już mikstura, z mimo wszystko niesłabnącą liczbą fanów. Takie przeżycia zapewnią nam epki Knowone 001-005.
Na 002 - B delikatne stłumione syntezatory i wyjątkowo przyjemny beat. Na wyróżnienie zasługuje również 004 strona B.
Zabawa zaczyna się na 006, kosmetyczna zmiana stylu, resonatory zamienione na rozwichrzone pady, dołączone wokale, większy ścisk, efektowne klawisze przypominające stare d'n'b-y 4hero.
Na szczególną uwagę zasługuje również007, a są zawarte w nim rozwrzeszczane, rozciągnięte jak tofi resonatory jakby wprost od Vainqueura, drugi kawałek to jakby powtórka z Elevations. Strona A 008 przypomina nieco wybrudzonego w wyżej wspomnianym toffi Efdemina.
Jak za szybą brzmią tony pięknego 011. Na 014 pojawia się świetna, sążnista letnia energia. Ep 016 i LP001 prezentują sobą wietrzną, mglistą otoczkę, długograj zawiera w sobie świeżą formułę pędzącego breakbeat ambient techno tworzącą nostalgiczny klimat.
Dla wszystkich tych, którzy pałają miłością do surówek. '4 Club Use Only'(5/5) to epka wybitna, takie kawałki jak "When The Glue Won't Burn' czy 'Love goes on and on' pozostają na długo w odtwarzaczu i w pamięci, dwie pozostałe to łakomy kąsek dla fanów. W zblazowanym kuferku detroit house znalazły się pędzące, przytłumione, kwaśne przeplatańce utrzymane mocno w stylistyce labelu L.I.E.S., aczkolwiek niepozbawione indywidualnej specyfiki. Twory Edwardsa dzielą się na dwie kategorie: lovesongi dla hipsterek i surowe rozpruwacze blach falistych. Te drugie znajdą zapewne mniejszą rzeszę fanów, dlatego Epka "White Owl" zostanie zupełnie pominięta przez media. Tylko dla prawdziwych wyjadaczy. Tymczasem niedawno Delroy wydał nową epę:
Delroy Edwards - Can U Get With 4+/5
2 december 2014 / vinyl, file / Gene's Liquor, GL002
funk, disco, house
warm, dense, soft
Na drugą mańkę. Po industrialnych, prawie niesłuchalnych mixtape'ach, mamy łakomy kąsek dla fanów Delroya. Miękkie granie w stylu disco, do cna stłumione i przybrudzone, ale i pluszowe, delikatne. Spala mnie w całości jak okoliczny kush.
acid house deep, spacy, minimal, gentle opis płyty
Tak jak pamiętacie remiksy Tobiasa., Voices From The Lake i klasyki NHK Koyxena, tak i zapamiętaliście kwaśną, ciepłą za dnia, chłodną w nocy bryzę nad morzem, opatulającą bezludne plaże i opuszczone ruiny romantycznego zameczku Neo Neo, a w nim balkoniki, sale i salony. To była jedna z ważniejszych płyt roku 2012 obok kilku tu wymienionych i innych, które zapodziały się w meandrach płytek krzemowych mojego sporego dysku. Stylistyka zminimalizowanego acid house podana w bardzo delikatny i wyrafinowany sposób, tworzy kontemplacyjną specyfikę, doskonale nadającą się również do pracy.
Salony nowego kwasu wyłożone są wyrazistą mozaiką błogich przestrzeni, sztukaterią krystalicznych przeszkadzajek, w powietrzu narastająco wibruje słodko-kwaśny eter melodii; gdzie niegdzie płaskie, brudno-brązowe fotele, tu symbolizujące stłamszone drumy, a gdzieniegdzie wielkie podniszczone, drum-komody w stylówie zbliżającej się do techno, tudzież techdubu. Tym kim Donato Dozzy jest dla techno, dla deep house'u Efdemin, tym dla acidu jest Tin Man!
10 september 2012 / cd album / ostgut ton / ostgutcd22
techno, dubstep
massive, city, digital
Muszę przyznać, że Transsektoral odkryłam dopiero niedawno, zastanawiało mnie, co kryje się za okładką z wilkami. Wstępniak... istne delicje, rozkoszny, nowoczesny, ale i dubowy motyw ambientowy królujący w bezkresnej przestrzeni albumu. Trafo to mój ulubiony, cyfrowy, do cna głęboki i doniosły sztos. Ciężkie, nieco industrialne, ale też i przygaszone perkusjonalia wprowadzają element pędu, a podniosły ambient dodaje utworowi niezbędnego powietrza. Syntetyzując, to miejski, monumentalny czarny twór, podobny do audiobelisku. Harmoniczne klawisze urozmaicają charakter utworu i wtłaczają w dziełko klubową energię. "Schlang Bang" to pełnoprawny dub, czyli znakomita pożywka dla nas. Haile Selassie. Na pełne urody klawisze, podobne do tych z Trafo, włazi bas, który wodzony jest po amplitudzie, genialny vibe kreuje zestaw klawiszy w stronę padu. To pełny absurdów i chwiejący się kawałek parkietowy. "Crows" prowadziło do mojej irytacji wielokrotnie, wysokie klaksony wydawały się mocno absorbujące, wręcz kąśliwe. Jednakże, mimo to warstwa rytmiczna i sposób w jaki rozwija się ten utwór zasługuje na wyróżnienie. Wodna gitara, jakbym to niezbyt precyzyjnie określiła, mocno tonuje utwór. Natomiast niskie trąby genialne, człowiek chciałby się z nimi zlać, wpleść się w liany fal dźwiękowych tych dęciaków. Polarny ambient podnosi nieco na duchu enigmatyczny i niepokojący klimat wyrwany z kruczych gniazd. Przerwa na chill-out może być urozmaicona przez "Tranq", króciutki utworek wyklepany w cyfrowej blasze zroszonej zimnym deszczem. "No body" to szlagier, od razu przyśpiesza nieco bicie serca, wokaliza babki, dubstepowa charakterystyka, ale też i nieco przygaszony klimat. "Trans It" stworzone jest na podobieństwo nowego Asusu, przy czym oczywiście ono było pierwsze, ostre resonatory, podkręcona prędkość, up-liftujący soniczny fluid, to smaczki tejże produkcji. W pędzie wiatru rozwiewane zostają ostre, cyfrowe żyletki, które przecinają korę drzew znajdujących się dookoła. Gnieniegdzie cykady, stwarzające doskonałą otoczkę dancefloorową. "Databass133 1/3" zapowiada przyszłość w szklanej kuli, delikatnie snują się sceny w czarnej przezroczystej kuli. Clicki rozleniwiają hubowego dziada do granic... aż tu nagle ścinka.... szybki kawałek "Buttcracker" bije na alarm z całych sił, wskaźnik decybeli wzbija się ostro, a to dopiero początek. Całość zmiażdżona i skruszona zostaje industrialną dobitką poprzedzoną dźwiękami klasycznych talerzy. Rola talerzy nie ogranicza się tylko do pojedynczych hatów, mamy do czynienia również z potwornymi hi-hatami. Stopa w pewnym momencie krztusi się, po czym osiąga apogeum upadlającego bicia, do tego helikopterowy wkręcik i delikatna zmiana rytmu - ona tańczy dla mnie. "Silo" stawiam bardzo, bardzo wysoko. Skapciała stopa i kraterowy bas zwiastują nadejście cięższego kalibru perkusjonalii. A gdy te ostatnie dobierają się do głosu, zaczynamy czuć w powietrzu mocną industrialną młóckę, tak jest bez reszty. Mocno Dettmannowska jest to mieszanina wielu mocnych uderzeń i silnych odczuć. Poczuliśmy przestrzeń Berlina, ale też i ciepłe mieszkania, w których mogliśmy szczęśliwie wyginać się na kanapie. Bardzo euforyczny i kierujący w stronę lekkiej retrospekcji "Spur" to zwieńczenie wilczej uczty. Nie była to muzyka wydrapana z bruku Berlińskich ulic, tylko raczej przestrzenna aria zagrana na drapaczach chmur. "Spur" wszystkimi swoimi tonami żegna na dłuższy czas, a sam album zachęca do wielu ponownych odsłuchów. W pewnym momencie można uznać, że to płyta idealna, ale to przechodzi, jednakże z każdym przesłuchaniem intryguje i wznosi człowieka w krainy szczęśliwości.
Dla wszystkich tych, którzy pałają miłością do surówek. '4 Club Use Only' to epka wybitna, takie kawałki jak "When The Glue Won't Burn' czy 'Love goes on and on' pozostają na długo w odtwarzaczu i w pamięci, dwie pozostałe to łakomy kąsek dla fanów. W zblazowanym kuferku detroit house znalazły się pędzące, przytłumione, kwaśne przeplatańce utrzymane mocno w stylistyce labelu L.I.E.S., aczkolwiek niepozbawione indywidualnej specyfiki. Twory Edwardsa dzielą się na dwie kategorie: lovesongi dla hipsterek i surowe rozpruwacze blach falistych. Te drugie znajdą zapewne mniejszą rzeszę fanów, dlatego Epka "White Owl" zostanie zupełnie pominięta przez media. Tylko dla prawdziwych wyjadaczy.
Poliwinylowy woszczek wylany ze ślimaka narządu dźwięczności wielkiego pucybuta z Berlina znów zalśnił ochoczo błyskiem smagniętych błyszczykiem warg hipsterki udającej się na balet do Berghain. Wax po chwili czasoprzestrzennego odurzenia transem, co przywodziło woń zbutwiałej monotonii - wrócił do sprawdzonych sampli i - uniknąwszy jakiegokolwiek ryzyka - wypocił kolejny epizod wielkiej woskowej sagi zwiewnie łączącej subtelność z dosadnością.
A Made Up Sound - Ahead / Endgame
january 2013 / 12" / A Made Up Sound / AMS00X / NL
dubstep, broken beat, techno 2562, experimental dubstep
A Ahead
AA Endgame
Co pozostało Dave'owi Huismansowi aka 2562 jak tylko potwierdzenie swojej niebywale trwałej w czasie formy? Twórcza płodność przyczyniła się do efektu niedocenienia i braku należnego podkreślenia wydawnictw szczególnie ciekawych, przy czym nic nie wskazuje na to, by Dave czuł się zrażony tego typu niedopatrzeniami. Po tanecznej, pędzącej epce 'Archive II' i boskiej surowiźnie 'Malfunctions' dostajemy porwaną, acz niemożebnie - jak to się mówi - 'słuchalną' dubstepową młóckę. Pierwszy w tym roku AMUS to będący wynikiem ekstazy zbiorowego gwałtu, swobodnie bulgoczący, ale i studzony poprzez techniki kontrolowanego chaosu - gejzer perkusyjny ze skoczną i śpiewającą wokół rozentuzjazmowaną gawiedzią. Simply, it's breaking my ass!
Ten przystojny pan to Alexander Dorn, elektrotechnik z zacnej wytwórni Uncanny Valley. Jest sprawcą aktu przeMocy na bezbłędnym Input Selector. W miksie same świeżynki z pogranicza mistycznego deep house'u.
Intro: Elbee bad
Disco – D – 121-BPM – Alleviated Records
The Early Sound Collective – Lsk1 – Bio Rhythm
Delroy Edwards – 4 Club Use Only – L.I.E.S.
Morning Factory – Anna Logue’s Sleepover – Jack For Daze
Obsolete Music Technology – Lowjack – Emphasis Recordings
The Sum God – Maum – Bio Rhythm
Idjut Boys – Droid – Droid
JD Twitch – Cumbia – Lets Get Lost
Marcello Napoletano present Ra Thot And The Brigante’s Orch. – Man From Messapia – Mathematics Recordings
Dj Qu – Mathematics Recordings – Strength Music Recordings
Ron Trent – Exotic Drums – Electric Blue
Unknown Artist – Luv Your Brother & Your Sis Dub – wbttu
Huges to nieco już wiekowy miłośnik punka i stary, podtatusiały anarchista z radia microwave.fm, który wskrzesił resztki swej dziecięcej energii, by odnaleźć w sobie pierwotny rytm afrykańskiego bębna i wymieszać jego brzmienie z efemerycznymi przeszkadzajkami. W miksie, doskonały technik - huges - eksploruje tereny szeroko pojętego deep-house'u z głębokim sztachem dubowym i ciągotą do umiarkowanego eksperymentowania. Nieoficjalnie wiadomo, że miks dedykowany jest pewnej muzie polskiego eksperymentu elektronicznego oraz jej koleżankom.
1. Signals
2. Quadrant
3. Aviator
4. Pyramid
5. Shape Charge
6. Munich
7. Quevedo
8. Mistral
9. Oshun
10. Sleepwalking Feat. Linche
11. One Of A Kind Feat. Breakage & Veronika Coassolo
12. This Love Feat. Ray La Montagne
Wiem jedno, by przebić się przez toczące się w głowie girlandy chaotycznych myśli o sensie życia i śmierci potrzeba nie lada mentalnego toporu, dajmy na to orkickiego toporu adamantytowego, albo błyszczącego, szklanego toporu, tudzież kołkownicy z osikowego drewna lub, w końcu, rozplastacza wypluwatora ostrzy? Cokolwiek nie powiem, gdziekolwiek odpłynę, jakakolwiek nazwa ciśnie się na spierzchnięte usta, jedno jest pewne - przedarł się przez warstwy duchowego lateksu i wessał całą zawartość czaszki! Najnowszy album Photek to cała artyleria podobnych wymienionym sprzętów, zamkniętych w klatce dźwiękowych wibracji.
Przebywający w LA kosmita nie szczędzi nam ostrych jak brzytwa synthów z różnych okolic pasma, rozbryzganych syntetycznych żyletek (niesamowity efekt), unikalnych patentów wokalowych, imprezkowych arpeggiów śmierdzących wiochą i takich też partii fortepianu. Dolne partie basu raczej oszczędne, ale bogate w smaczki z dołu skali, kickom i drumom Ruperta nie mogę odmówić hadesowej głębii. W tym miejscu zdejmuję czapkę z głowy i rzucam na odczepne "płyta roku!", jezu... Photek daje nam przepis na doskonałe kawałki nowoczesnego d'n'b - a może space downtempo (?), dubstepu czy receptę na wyrafinowaną muzykę taneczną z niesamowitym, euforycznym powerem, receptę doprawioną charakterystycznymi dla jego bardzo wczesnych dokonań, a nieco odświeżonymi, samplami. Jak barakuda tnie krystaliczne, dziewicze - bo niezbrukane cywilizacją tankowców i piratów - wody, z rozsadzającą mocą Boeinga. Wieżowce nowoczesnej muzyki elektronicznej zostały rozwalone i poskładane całkowicie na nowo, ale przy pomocy znanego budulca. Prawdziwa uczta, dźwiękowy Modus Operandi każdego elektronicznego wariata. Uwaga na tego pana.
Zamulan zaprzedała swoją duszę diabłu, w zamian za chwilę flirtu z muzyką. Nieskromnie uważa, że czerpie inspiracje z subtelnego duchowego kontaktu ze swoimi poprzednimi wcieleniami (obrazy z życia w plemieniu zulu etc.), osiągniętego w stanie medytacji. Obecne zainteresowania ograniczają się do eksplorowania świata nowości elektronicznych, zwłaszcza techno, techdubu, minimalu, deep house’u. Wcześniej z mniejszym lub większym napuszeniem, zasłuchiwała się w m.in. progressive rocku, psych-folku, industrialu, post-rocku, post-punku, avant-rocku i awangardzie eksperymentalnego jazzu.
doskonała propozycja dla miłośników powabnego deep house'u o dancefloorowym rodowodzie, świetna melodyka i zwiewne aranże.
Pearson Sound - Untitled / Footloose
12" / 19 march 2012 / Pearson Sound / PEARS88
dubstep, breakbeat
4/5
A.Untitled
B.Footloose
rozhulane perkusjonalia i rozpędzone basy, czyli warsztat właściwy ramadanmanowi nieco tutaj ocieplony. drugi utwór z 909 i masywnym beatem na czele, całkiem oszczędny, przywodzi na myśl wałki boddiki.
wprowadzam system minirecenzji mając nadzieję, że dobrze sprawdzi się jako sugestia pomocna w Waszych muzycznych poszukiwaniach. większość pozycji będzie stanowiła świeżynki jakie, przy odrobinie szczęścia, sami możecie odnaleźć w internecie.
Δkkord – AKKORD001
vinyl, 5 march 2012 / AKKORD (UK) / AKKORD 001
dubstep
3/5
A.The Drums
B1.Back & Forth
B2.Renewal
przysadzisty dubstep, zbyt sztampowy, by mnie czymkolwiek zaskoczyć. sample ułożone w sposób nazbyt oczywisty, sztywny, linia basu synthuje i wobbluje. całkiem zmyślny układ perkusjonaliów. wierny cytat ogranych schematów dubstepowych. niewiele brakuje by materiał wypadł całkiem nieźle, może kilku pomysłów. trzeci utwór możliwie najbardziej świdrujący drogi pamięciowe.
detroitowe synthy przeszywające ciężką materię, na którą składa się kolaż sampli dubstepowych i techno z mroczkami w tle. ciekawy rezultat, bardzo klimatyczne, tribalowe granie, kapitalny track tytułowy, drugi numer zwalisty, bardziej oczywisty.
inigo kennedy jak wydawał tak wydaje mnóstwo zbędnego materiału. winyl nagrany dla semantica records został doskonale przyjęty i przysporzył mu wielu fanów, ale jak widać nie był wystarczającą lekcją polityki marketingowej. artysta buszuje po terenach ciężkiego techno, łączonego z klasycznymi brzmieniami idm. znajdziemy tu wiele zapożyczeń, cytatów ze sceny berghain, wymieszanych z samplami bliskimi wcześniejszej twórczości IK. mnie to nie rusza.
MM, KM (Mix Mup, Kassem Mosse) - MM/KM
12" / 1 march 2012 / The Trilogy Tapes / TTT003
techno, house, experimental
3/5
A1.Bust A Move
A2.Unterwegs Mit Cash Von St. Vinzenz
A3.Birds Flying In The Sun Like U Know How
B1.MM KM End To Funk
B2.Untitled
B3.Lost In NPE2
B4.Galagonmixdown
taniec analogowych sampli osadzony na house'owym vibe'ie. zaskakuje sposób syntezy rozochoconych sampli z głębokimi liniami basu. wykonanie przywodzi mi skojarzenia z janem jelinkiem, jego projektem farben i epką farben, tak samo jak jelinek mosse zostawia szkielet house'owy i nadbudowuje go warstwą dźwiękowych eksperymentów. 3 całkiem ciekawe pomysły na utwory (Bust a Move, MM KM End To Funk, Lost In NPE2) jako całość wydawnictwo mnie nie przekonuje.
średniawka typowa dla echocord colour. arne weinberg z charakterystycznymi dla siebie pochodami basu i rozciągniętymi rezonatorami. remiks normana nodge'a to nieciekawe rozmydlenie oryginału. tylko dla fanów twórczności weinberga.
dwa utwory o rodowodzie dubstepowym z dużą dozą rytualnych brzmień, doskonale wyważone, minimalistyczne konstrukcje o dużej dynamice, miks peverelista znacznie bardziej interesujący.
wysmakowany dubstep dość silnie zainspirowany twórczością buriala, z zachwycającymi aranżami, niezwykle sugestywny zestaw, kapitalna muza. na szczególną uwagę zasługują remiksy.
dj kicks autorstwa tego, który powrócił, to jest legendarnego artysty photek to kłusująca kobyła nowoczesnych brzmień stanowiących zmysłowy kociokwik, z co chwilę przełamywanym klimatem, bystra hybryda brzmień dubstepowych, house'owych i techno + gdzie niegdzie kropelka acidu.
techniczne staruchy czy nowoczesne, dubstepowe cukieraski z ozdobnikami, cała plejada własnych kawałków, które, poplątane w miksie, uzyskują dodatkową głębię. bardzo oryginalny miks.