The mysterious anonymous producer is an overplayed trope in electronic music, but Relaxer delivered where it counted. The producer’s debut EP released earlier this year arranged n diverse collection of tracks into a surreal techno journey and this next installment only tops it.
Wymsknął się spod ciepłej otuliny uspokajającej somy,
by intrygować chłodem Ciebie, słuchaczu nadworny.
Jest taki akurat, by nie przekroczyć normy,
a wysiłek weń włożony... potworny!
Rozchylił swe przepaście intrygujące,
podsypany szafirowym granulatem by schłodzić uszy gorejące.
Że spodoba się Wam to nadzieję we mnie się tlące.
Będzie jak najbardziej tanecznie, by nie wywołać eksperymentem odruchów wstecznych.
Poruszam się jednakże po rejonach bezpiecznych,
acz nie zgoła takich, ten konglomerat nie należy do błahych.
Bity będą zarazem miękkie a zarazem tłukące,
bas kochany słuchaczu skręć, o decybeli pięć,
bo to na imprezę przygotowano bębnistą,
tak by w odbiorcach wywołać brzmieniem ekstazę dżdżystą, euforię soczystą,
czystą jak diament, jeśli nie posłuchasz następnym razem wzniosę lament.
#:
KnowOne - 16 Untitled B
Yagya - Deepchord Redesigns 4
Quantec - Abyss
Pulshar - Undercover Version II
Terekke - Amaze
Traumprinz - Believe
Unbroken Dub - A1
1800haighstreet - Heldled
Traumprinz - Big Baby Jesus
Benedikt Frey - Ghosts
Vakula - Fifth Experiment
MLZ & Pacou - Minus (MLZ Remix)
Model 500 - Starlight (Mike Huckaby's Resynth)
Fred P - Tokyo to Chiba
Andy Vaz - Imaginery Beings
Relaxer - Get Back To Work
Boston 168 - Oblivion
Michal Wolski - Vector
Cosmin TRG - Serpenti
Ctrls - Nonuser
Heiko Laux - Dry Me (Acid Mix)
Nicolas Jaar - 16 Tower of Sin
Salem - Trapdoor
Demdike Stare - Trapped Dervish
Ling - Canthem
Salem - Killer
Zyprazol to syntetyczny lek przeciwpsychotyczny III generacji, zupełna nowość na rynku. Połączenie proprazolu, Zypreksy i arypiprazolu. Stworzony został w oparciu o nowatorski mechanizm oddziaływania poprzez małżowiny uszne i gałki oczne. Produkowany przez firmę Tapebox zdobył uznanie wielu firm farmaceutycznych i zwolenników abstrakcyjnej sztuki audiowizualnej jako dodatek do muzykoterapii. Ów lek III generacji zastąpi wywołujący impotencję wyobrażeniowo-twórczą (wide Benga) lek II generacji - arypiprazol. Nie obędzie się to jednak bez efektów ubocznych pod postacią szeregu zmian w układzie neuronalnym. Do tej pory wykryto głęboki wpływ na percepcję, tzw. zjawisko infantylizacji, totalną dezintegrację półkul mózgowych, prowadzącą do trwałego zwarzywienia, wywoływanie epizodów maniakalnych. Mechanizm działania przeciwpsychotycznego polega na ewokowaniu głębokiej euforii, wspaniałego humoru i beztroski, powodując absolutny szał w synapsach. Działa jako agonista receptorów dopaminowych i serotoninergicznych. Środki ostrożności obejmują: przebyty zawał, nadciśnienie, demencję i paradoksalnie, niedojrzałość muzyczną, a przede wszystkim pierwsze dawki mogą wywołać nudności.
Tytułowy Zyprazol jest konglomeratem prostej, dziecięcej melodyki i epiki chorału. Szybki, zwariowany i pełen symulowanej przypadkowości, przemyślany drill, którego fluktuacje różnicują parte utworu przywodzi do pamięci prace µ-Muziqa czy Kettela. Na Side Effect usłyszymy jazzującą perkusję, obniżony motyw banalnej melodyjki, która to teraz udaje bass synth, lśniących jak diamenciki z pegasusowej gry - padów i trzasków ze zrypanej głowy. Piękny, malowany mocną kredką świat dorosłych dzieci stanowiący kontynuację Toad Blinkera, ale bardziej przystępny. Mój poranny zestaw obowiązkowy!
1995 / 2 x cd / Polonia Records [US]. polonia cd 037&038
free jazz, experimental, contemporary jazz, avant-garde, psychedelic rock razor-blade, trippy, fucked up, mind changing [10.0] diamond
Rarytas prosto z ripa, którego przedstawiać nie muszę.
techno, abstract, experimental dissociative, psychedelic, dark [8.0] topaz salem techno /download/
Zobrazowane dźwiękiem dzieje rozłączenia Adama i Ewy mocą węża Kundalini w wyniku nieudanego transcentalnego orgazmu, podczas to którego budzi się tajemnicza moc niszcząca najwyższe prymaty samorealizacji człowieka w tu i teraz na ziemi. Doszczętnie dehumanizująca, nieopisywalna siła dzieląca świat psyche od rzeczywistości somy, niwecząca wszelkie dalsze stawanie się w świecie ludzi i zwierząt.
Pod pretekstem orgazmu samemu-z-sobą bez fizycznej stymulacji wkrada się destrukcyjny impuls, po którym człowiek nigdy nie zostaje taki sam, zostaje podtrzymywanym sztucznie wrakiem w świecie żywych, pochłoniętym obłędem, by dostąpić pełnego wglądu w świat zmarłych, zawiesić na firmamencie nieskończoności gwiazdę swojego 'ja' oddalonego od fałszywego "ja" doczesności.
Od tej pory czysta świadomość zaczyna egzystować w majestatycznym świecie blokowo ułożonych, świetlistych hologramów, pełnym jednolitej świadomości czczącej nieokreśloną istotę światła, pozostawiając wydmuszkę człowieka w groteskowym świecie doczesnym.
Wobec owego pozornego istnienia zaczynają wydarzać się rzeczy na wskroś przykre, internacja na oddział psychiatryczny, poszukiwanie przez policję, instalacja monitoringu w mieszkaniu, pojawia się lęk, postępująca paranoja, których efektem jest m.in. stygmatyzacja społeczna.
Od tej pory rozdzielone między światami psyche i soma zaczynają cierpieć w sposób horrendalny, zalążki myśli, uczuć, percepcji ulegają całkowitemu pomieszaniu, rozszczepieniu, kończy się to aktem samobójczym.
Zanim Twa twarz zastygnie w grymasie niesmaku, przypomnij sobie, że każdy ma swoją własną wizję rzeczywistości. Być może znajdziemy się tam gdzie chcemy, w pustce, w nicości, w hologramie, w czyścu, lub innym bzdurnym miejscu, które podesłała nam wyobraźnia, a której emanację tak namiętnie nazywamy duchowością.
Tym czasem czas na kolejny niuch eteru ze szmaty...
22 january 2016 / 12", ep / Black Opal Tapes [UK], BOPW004
techno, experimental not so experimental, raw, ritual
[8.5] chrysoberyl Powerful illumination in the desert. It isn't a meditation training from women periodic.
A1.Eremite
A2.Ambiguity
B1.Sublunar
B2.Paranoia
Pochodząca ze stycznia epka labelu Black Opal - Behind the line wykonawstwa Sciahri to muzyka na wskroś acetyczna, z silnymi rytualnymi zapędami.
Słuchawszy jej przeżywamy niemały odlot, począwszy od delektowania się symbolicznymi, masywnymi sekwencjami technicznymi quasi-gongów zawodzącego buddysty tybetańskiego, na twardym lądowaniu - paranoi po kilkudziestu dniach głodówki połączonej z deprywacją snu kończąc.
Nie mamy tu jednak do czynienia ze słodko-gorzkim eterem kadzideł i medytacją relaksacyjną z Pani Domu, a raczej prawdziwą, potężną iluminacją na pustkowiu.
Pierwszy z czterech utworów, mianowicie Eremite prezentuje nieco delsinowski sound, majętnie jednak zabrudzony i bardziej zdecydowany.
Na wskroś surowe brzmienie jest nasycane padami o chłodnej barwie, kwaskowymi, wirującymi motywami, niechlujnymi, błotnistymi clickami, niskiej średnicy dzwonkami, miksującym moździerzem czy tunelowymi zagłębieniami.
Cierpiąc na syndrom przemęczenia muzyką techniczną, nie odczuwam przy odsłuchu przesycenia, całość jest dobrze wyważona i równa, a utwory dość zróżnicowane.
To pokaz udanego rzemiosła w dziedzinie raw techno, z małą dozą określonej specyfiki.
The sound is crystal, gentle, it leaves the listener in a state of subtle elevation.
A1.Protogravity
B1.Cuica Digitales
B2.Atomic #80
W dobie zalewającego dyskotekowego prostactwa i chłamu, ostała się maleńka oaza dla muzycznych snobów kochających elektroniczny eksperyment, słuchaczy z zapędami audiofilskimi, mowa tu o labelu PAN. Jak wiadomo jednak, wiszących w powietrzu tworów, które nie były reakcją na żaden trend było w muzyce bardzo niewiele. Sam z siebie, bez inspiracji, w ogóle niesłuchawszy muzyki zaczął podobno Aphex Twin... ale kto by mu wierzył, znany jest z wielu konfabulacji. Był jeszcze jeden, ten z kolei z pewnością nie wzorował się niczym, nie miał nawet radia, po bardzo nieudanym albumie słuch o nim zaginął, a wcześniej - raczej był znany z tego, że był znany i kontrowersyjny.
Wystarczy tych wyliczeń, bowiem wspominam o muzyce z lat 80-tych, 90-tych, a - oczywiście pozornie - wydaje się, że muzyka Error Smitha i Marka Fella nie ma z tamtymi czasami nic wspólnego.
Robiąc mały przegląd dowiedziałam się, że Error Smith należał razem z niejakim Fiedlem do projektu MMM i skończył karierę 11 lat temu - wcale nie znałam, łudziłam się, że to stary projekt z bodajże 1979, awangardowy z żółtą ciężarówką na białym tle. W tym miejscu przepraszam za brak zwięzłości, ale prawdziwe snoby wiedzą o czym mówię, album był legendarny, lecz bardzo trudny w odbiorze. Do rzeczy!
Co to ma wspólnego z kolabo MF i ES? Dosłownie nic! To tylko luźne wycieczki i abstrakcje myślowe.
Właściwie wycieczki i abstrakcje to terminy pasujące do tego co próbuję tutaj ująć w słowa, bowiem na Protogravity mamy do czynienia z tym do czego ostatnio nawiązywał i przyzwyczaił nas Fell, mianowicie odświeżania starych ścieżek house'u (to nowa jakość) i minimalu (już w stylu SND) wpychając w nie abstrakcyjne tchnienie. Fell odsuwa się trochę na bok w kolabos, o ile jego sznyt słychać wyraźnie, bardziej odnajduje się jako wynalazca brzmień dla innych artystów i doskonały kompan produkcji, jego wiedza o aranżu i kompozycji została ponownie doskonale wykorzystana.
Na protogravity mamy do czynienia - jakby się na siłę uprzeć - z hybrydą techno i house. I niedziwo - po ostatnich szarżach z DJ Sprinklesem - bardzo funkcjonalną.
'Protograwitacja' to użyteczny neologizm powstały na bazie terminu 'protogwiazda', która to jest bezpośrednim produktem kolapsu grawitacyjnego. Protograwitacja byłaby wówczas siłą napędową tworzenia względnie trwałej materii gwiazd.
Idąc za tym rozumowaniem, na epce, w utworze otwierającym mamy do czynienia z efektem procesu grawitacyjnego, czyli stałymi sinusoidami padów, kreującymi niesamowitą atmosferę i powtarzalnymi elementami, które zostają zwiewnie modulowane, osadzone na miękkich, plastycznych bitach. Brzmienie jest krystaliczne, łagodne, pozostawia słuchacza w stanie subtelnego uniesienia. House'owy charakter utrzymują falsety damsko-męskich wokali, które na potrzeby mechanicznej całości są całkowicie zdehumanizowane.
Drugi utwór to nowatorskie techno, wywodzące się z klasycznego detroitu, mocno jednak zmorfowane. Za główny smaczek tejże kompozycji można uznać ku 'ike, czyli bęben o bardzo szerokiej skali pitchowania, wprawiający w niesamowity, szybki trans.
Atomic #80 to odnaleziony (prawdziwy zostaje zagubiony) Monolake, taki, jakiego chcielibyśmy usłyszeć.
Dawno nie słyszałam czegoś równie pomysłowego i solidnego, dlatego epkę tę obsypuję diamentami. Enjoy!
29 january 2016 / lp, 12" / Type Recordings - Type128
bass, uk garage, abstract, experimental razor-sharp, syncopated, fat
[8.0] topaz
A1.Raw Trax (Weekend Rush)
A2.Raw Basics
A3.Prototype
A4.Maintain
B1.Your Love
B2.Get Dark
B3.Feel Me
B4.Break It Down (4 Da Kru)
Wodzirej twardych rytmów wchodzi na piętrzące się schody nowatorskości proponując breakbeatowo/garage'owy zestaw sunkopujących bangerów.
Rozmarzony hi-hat wtapia nas w odmęt bąbli pełnych powietrza, wolnej przestrzeni, ostrych perkusjonaliów i nośnych nurkujących basów. LP "Raw Trax" to mocarz w kategorii aranżu, trudno klasyfikowalny, pozostający na granicy abstrakcji, fraktalnie spiętrzony topór na fanów bassu. Zestaw zostaje wyposażony w murzajowe, dopracowane do granic perfekcji brzmienia, damsko-męskie wyjce misternie tworzące słodką, nocną atmosferę. O ile metoda kompozycji jest wielce nowoczesna, dźwięki niesłychanie urokliwe i zauraczające, o tyle słuchając całości naraz możemy poczuć się zmęczeni.
Carnell has left worldly hangups behind him on Safe, boldly casting off into the void with just the bare essentials. Traces of grime and footwork are everywhere, but they're decomposed to the point that those terms no longer apply.
EPs:
deep house, ambient, drone spooky, gentle, experimental [9.3] carborundum
1No Balance
2Nighthawk
3Waiting for the Green Flash
4Savage Coast
5Screes of Gray Craig
6Bane
7I-Mir
8Ejected
9Vampire Dub
DJ Richard debiutuje w mundurze stworzonym z eksperymentalnych części plastycznego materiału, charakteryzującym się postapokaliptycznym stylem. Różnorodny album wypełniony zostaje muzyką z pogranicza ambient, drone przeplatany nowoczesnym, eksperymentalnym i przede wszystkim niezwykle kunsztownym house'm opracowanym na klasycznych, kapitalnie brzmiących beatmaszynach.
Krajobraz dewastacji w wielu odcieniach posępnej szarości. Ciszę mąci syczący odgłos wiatru i przelatujących drone'ów. Srebrne poroże zostawione przez dziwne zwierzę na pustkowiu, o błyszczącej seledynem łusce, wzięte do domu przez jakiegoś rachitycznego włóczykija i pomalowane na srebrno posypane opiłkami metalu. Strzeliste góry przesłaniają horyzont, a grupy zakurzonych skał gromadzą się w oddali niczym sępy czyhające na zzieleniałą padlinę. Niebo koloru krwistego brązu płonie ponad stepem. To kraina Desert Door. Nieopodal miasto dla bogatych turystów, z klubów sączy się wyrafinowana muzyka, gdzieś tam tańczy kobieta w muślinowym szalu okalającym ją niczym egzotyczna roślina w porze kwitnienia. Życie toczy się głównie w stęchłych barach, po ulicach turlają się butelki po tanich napojach wyskokowych, chodzą zgorzkniali tubylcy i niepospolite kurwy. Ucieczkę z tego piekła stanowi odświerzający sen w drogim hotelu z widokiem na perliste morze.
Składający się z 11-stu utworow pełnoprawny lp, ktory zostanie wydany w marcu dla Hyperdub. odległy, plutoński gulasz, ktory można określić jako minimal, philharmonic dubstep 'bout war and cosmic unknown, zbudowany na zestawie nowoczesnych sampli. Akustyczna siostra Visionista, wykazująca taką samą jak u niego zdolność funkcjonalizowania szkicow muzycznych. Daleki pobratymiec klasykow gatunku, poruszający problem wspołczesnego społeczeństwa wobec aparatu represji. Stryszek fiharmonii rozrywany jerychońskimi trąbami, wiolonczelami, twardymi harfami i metalicznymi wokalizami, wysypują się zeń nesesery narzędzi pokrytych tytanem. Istne rumowisko.
Spiętrzone dźwięki miażdżące małżowiny uszne i pozostające w nich względnie długo, wygrywane w ciemnych komnatach, pokrytych kraterami i w symulatorach wojny.
20 november 2015 / 12", ep / TOKEN [Belgium] #: TOKEN058 techno, experimental
astronomic, symphonic, uplifting, dynamic, thompy
A1. Clarion Call A2. The Fold B1. Kepler B2. Dusk [8.0] topaz - large magellanic cloud!
The Fold = Kepler*Clarion Call^2 brzmiał wzór stworzony przez najwybitniejszy umysł XX wieku. Czy zachował swą aktualność?
W tym przypadku nie mamy do czynienia ze zwykłą muzyką, lecz muzyką załamującą prawo względności, bo ewokującą potężną moc strumienia energii promienistej docierającej do naszych, w tym przypadku - uszu. Gwiazdy, podobnie jak utwory mają różną jasność, temperaturę, barwę, wiek i skład chemiczny. 'Clarion Call' to astronomiczny,
rozpościerający się niczym Wielki Obłok Magellana obszar dźwiękowy, czy przypominający, bliższy dziedziną – 'Solti Zarathustra' Ryśka Straussa w wykonaniu berlińskiej filharmonii wchłonięty przez Czarną Dziurę, następnie wystrzelony we współczesne czasy. Niesłychane partie spreparowanych instrumentów harmonicznych, bliżej niesprecyzowane wiolonczele, hammondy, waltornie, spokojne, ale i upliftujące synthy, zdynamizowane przez cyfrowe tąpnięcia. Prawdopodobnie tak wyobrażaliby sobie muzykę XXI wieku wielcy klasycy.
Środkowa część, mianowicie 'The Fold' i 'Kepler' (prawdopodobnie na cześć wielkiego astronoma i astrologa publicznie broniącego heliocentrycznej teorii kopernikańskiej), będący pozostałością po zderzeniu dwóch supernowych to najsilniejsze składowe galaktyki, oba rozsadzają niesamowitymi rozwinięciami.
Często zdarza się, że mniejsza gwiazda, ale bliżej położona, jest pozornie jaśniejsza niż znacznie większa i odleglejsza. Podobnie jest z muzyką Kennedy'iego, przynajmniej w moim mniemaniu. Niespecjalnie nowatorskie, najnowsze utwory wydają się jaśniejszym punktem jego twórczości niż, tu i ówdzie chwalone release'y sprzed jego wstąpienia do labelu Token. Żółty karzeł za około pięć miliardów lat stanie się czerwonym olbrzymem, by po kolejnych milionach lat wejść w stadium stygnącego z wolna białego karła – tytułowego 'Clarion Call'. W tej symfonii smaczków 'Dusk' wydaje się zbędnym dodatkiem.
Inigo to osobna galaktyka na muzycznej mapie świata i możemy to usłyszeć gołym uchem.
6 november 2015 / CD Album / Hyperdub [UK] - HYPCD003
footwork, experimental
speed, chaotic, sharp, original, microdigital
1. Zero Point Energy
2. Notel
3. Void
4. Holo
5. Third Ear Transmission feat. Spaceape
6. Zero Work
7. Vacuum Packed
8. Wu Wei
9. Casimir Effect
10. Respirator
11. Mirage
12. 9 Drones
13. Nothing Lasts Forever
[6.5] iridium
Steve Goodman, którego nie trzeba nikomu przedstawiać skusił się na buńczuczny wybryk skacząc w otchłań nicości, tunelu wcale niebezdennej pustki, bo roztrzaskującej łeb w randomową drobnicę werbli i clapsów footworku robiąc miejsce dla chaosu.
Kosmiczna małpa zmarła w wieku 44 lat wskutek raka, co, jak mniemam stało się przyczyną opróżnienia przez Steve'a swoich połaci majestatycznego dubstepu, niegdyś pionierskiego, potem w osnowie electro i złożenie hołdu swojemu zmarłemu przyjacielowi
Uwolniony od wszelkich przymusów zdecydował się na odważną rearanżację, rewolucję, postawił przed sobą zadanie ujarzmienia rozgardiaszu i wprowadzenia do footworku świeżości, pozostawiwszy jednakże pełnię swojego dotychczasowego repertuaru, a zwłaszcza ponury sznyt. Słuchając 'Nothing' możemy się przekonać, że jest jeszcze dużo miejsca na żonglerkę różnorakich novum w obrębie gatunku. Łączenie połamanych, szybkich rytmów z 8-16 bitowymi nieco kiczowatymi i prawie zawsze fałszującymi klawiszami z głębokim, sensownym basem.
Dubstep, poza paroma wyjątkami [Visionist - Safe] jest wyeksploatowany do granic możliwości i ludzkiej wyobraźni, dlatego nowa produkcja wymagała podjęcia radykalnych kroków pod postacią wspomnianego już wpasowania się w rynkową stylistykę, tutaj należy się ukłon - udało się.
Numery łatwo zapadają w pamięć przez wzgląd na swą prostotę i funkcjonalność, to znaczy dynamiczny, parkietowy charakter importowany prosto z UK.
'Zero Point Energy' rozpoczynający ucztę kolesi w okularach 3D - kusząco rozpoczyna album eksperymentalnymi szmerami, odgłosami spadających na tetrisową paletkę, spongowanych, cyfrowych kulek, zza rozsuwającej się kurtyny atakuje tyraniczny bas, który będzie towarzyszył nam przez resztę przygody, czas na pokaz!
Świerszczyki i banalne arpeggia, ni to mroczne, ni to dające nadzieję, skontrowane zostają pierdzącymi, lodowatymi dołami, oto 'Notel', czyli nakręcona mechaniczna pomarańcza, która zagrzeje swoje miejsce w dużych salach. Stare patenty spotykają się z futuryzmem w szlagierowym bangerze 'Void', bity oscylują między stepami a pracującymi stopami.
Na starsze brzmienia natrafiamy również w przypadku niezbyt udanego 'Wu Wei', mocno spokrewnionymi z 8-bitowym materiałem zamieszczonym na epkach z ostatnich 4 lat.
'Holo', przywdziewająca różne maski, holograficzna ilustracja eksperymentalnych zabaw, opatrzona mikrosamplami wokalnymi, wszechobecna cyfryzacja nabrała formy audio, bliźniaczo podobny jest 'Casimir Effect'.
Na szczególną uwagę, zaraz obok 'Void' uwagę zasługuje wyobcowany 'Zero Work' przypominający klimatem film George'a Lucasa THX 1138. Setki pracowników w białych kombinezonach haruje w prawie pustych, białych, pomieszczeniach przy zaawansowanych maszynach, podawany im jest entracen, substancja kasująca wszelką refleksyjność, popęd seksualny, tak by mogli zaakceptować nowy, nieprzyjazny świat wykazując niesłychaną koncentrację i precyzję w pracy. Świetne, pulchne cyce mocarnych perkusjonaliów i znakomicie satysfakcjonujące kwilenie przyduszanych ludzi-numerów. Zafałszowaną nutą finalizuje przedstawienie.
Bez wątpienia najbardziej pokręcony jest 'Respirator'koślawe bity kulają sie na blipach, zawodzi karetka, tworząc ostry rozpierdol, ogluszający efekt. To sprint z dwururką w dłoni. Najpiękniejsze, ale i proste akordy spotykamy w 'Mirage', subtelne uderzenia w filigranowo brzmiące trójkąciki otoczone ni stąd ni zowąd rojem bzyczących much, masywny, mechaniczny kick beznamiętnie zabija insekty.
Album to mgnienie, dlatego pozostawia mały niedosyt, mimo to stanowi świetną wycieczkę w krainę futuryzmu. NOWA BROŃ! Po takiej dawce energii Morfeusz z ampułki zadziała ledwie kojąco. Słuchać na dynamicznym sprzęcie.
Pełne strzępów życie zostało zmiecione po wsze czasy, jest nicością, pustą przestrzenią zatrzaskującą się na Twych uszach, pod asfaltem bassline'ów tłoczą się minione życia.
26 september 2015 / cd album / Raster-Noton (DE) / R-N 166
experimental dubstep
dark, lazy basslines, massive
rate: [6.5] iridium
Autor nie rezygnuje ze stylu wyrobionego niegdyś, wygląda na przekonanego o wyjątkowości swoich struktur muzycznych, opartych o tłuste, głębokie bassline'y i o kontrastujące z nimi oszczędne, blaszane bity. Moje odczucia są podzielone, bardzo hołubiłam sobie LP Capsize Recovery, w podświadomość zepchnęłam czekanie na kolejne wypociny Massela. Mimo wyraźnej kontynuacji wartego docenienia trendu brzmieniowego, najnowszy album udało mi się przegryźć dopiero po trzecim odsłuchu. W końcu przekonałam się, że niektóre utwory są całkiem chwytliwe, a pomysł na kolejny album z falującymi i krążącymi jak helikoptery basami może być poddany dalszej eksploatacji. Natomiast irytację wywołał fakt, że czekało się długo na coś, co być może jest jednym wielkim odrzutem po Capsize. Nic dodać, nic ująć jest to ciekawa i ciągle, przynajmniej w minimalnym stopniu oryginalna pozycja. No kiedy Massel wyegzorcyzmuje ze swojej muzyki masywnego, sapiącego mocarnym basem potwora?