Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

wtorek, maja 31, 2016

For romantic lovers. Deep house & dub techno mix from Leafar Legov.

Miks dla romantycznych kochanków, kochających miłością platoniczną, deep house ze szczyptą dubu w głęboko sedatywnym, efemerycznym stylu. Poruszający niczym rozbujany jacht pod błyszczącą taflą rafinowanego szkła. Żgany ostrymi igiełkami powietrza, na głowie właściciela kiwa się plastikowa czapeczka. Przepływa hen dal omijając wyrastające drapacze chmur.

sedative, ephemeric kind of soundscape.
 

piątek, listopada 06, 2015

LABEL: Knowone - discography. [dub techno legends]

2010-2015 / dub techno / Knowone [DE]



Dla tego posta niewątpliwie arch in hub powinien wrócić do nazwy z członem "dubby", dla kosarza elektroniki, legendarnej oficyny dub techno właśnie - Knowone. 
Tak właściwie dam Wam dostęp do pełnej dyskografii artystów labelu.
Pierwsze wrażenie podczas obcowania KO jakie mi się nasunęło w mej płatającej figle wyobraźni zarysowało sylwetki waleni na brzegu morza Norweskiego, które otrzymują nową szansę na życie, a Norweskiego ze względu na bliskie sąsiedztwo Holandii i Niemiec, któremu odpowiada brzmienie wydawnictw, oczywiście w znacznym stopniu przeważając na stronę Niemiec. To co wydaje się zupełnie nielogiczne czasem doskonale opisuje muzykę. W tym przypadku chodzi mi o wspomnianą analogię, broń boże o nagłaśnianie kolejnych kampanii dot. zwierząt, podczas gdy sam  świat za oknem potrafi być wielokrotnie bardziej brutalny. 
Surowa aczkolwiek sprowadzająca klimat efemeryczności, maszyna miarowych bitów i falujących padów znosi walenie z powrotem na wodę. Niezbyt skomplikowana i mało eklektyczna w swej budowie, prosta i trwała jak na kraj pochodzenia przystało.
BMW wśród dubu, które przywodzi na myśl przejażdżki rowerowe Persefony w pięknej, delikatnie falującej, półprzezroczystej białej sukience wzdłuż mokrej plaży, nie pozostawiając w jej piaskach wklęsłych linii, to jest, bardziej konkretnie, żadnego śladu, dlatego, że składak szybuje w powietrzu. Pf! Absurd goni absurd! Karmazynowe niebo pokrywa się złowieszczymi chmurami o metalicznej barwie, a zachodzące Słońce mdłej barwy powoli osuwa się za horyzont.
Jak króliki z kapelusza i ku uciesze fanów, kolejne epki wypluwane są co rusz jako co może cieszy już mniej: jako dosyć jednorodne pod względem stylistyki krążki skąpane w szaro-niebieskiej chłodnej, przestrzennej atmosferze. I tak: znakomita część wieczerzy to mocno wzorowane na projektach Basic Chanel, Chain Reaction i Maurizio rozbujane basy, fluktuacje szumów stanowiące tło i co najważniejsze: sztandarowy element prawie każdej kompozycji zawartej na epkach tj. mroźne, roztańczone berlin resonators. Bardzo starodawna i mocno zdezelowana już mikstura, z mimo wszystko niesłabnącą liczbą fanów. Takie przeżycia zapewnią nam epki Knowone 001-005. 
Na 002 - B delikatne stłumione syntezatory i wyjątkowo przyjemny beat. Na wyróżnienie zasługuje również 004 strona B.
Zabawa zaczyna się na 006, kosmetyczna zmiana stylu, resonatory zamienione na rozwichrzone pady, dołączone wokale, większy ścisk, efektowne klawisze przypominające stare d'n'b-y 4hero
Na szczególną uwagę zasługuje również  007, a są zawarte w nim rozwrzeszczane, rozciągnięte jak tofi resonatory jakby wprost od Vainqueura, drugi kawałek to jakby powtórka z Elevations. Strona A 008 przypomina nieco wybrudzonego w wyżej wspomnianym toffi Efdemina.
Jak za szybą brzmią tony pięknego 011.  Na 014 pojawia się  świetna, sążnista letnia energia. Ep 016 i LP001 prezentują sobą wietrzną, mglistą otoczkę, długograj zawiera w sobie świeżą formułę pędzącego breakbeat ambient techno tworzącą nostalgiczny klimat.


Download:

12":
KNOWONE001 
KNOWONE002
KNOWONE003

KNOWONE004 
KNOWONE005
KNOWONE006
KNOWONE007
KNOWONE008
KNOWONE009
KNOWONE010
KNOWONE011
KNOWONE012
KNOWONE013
KNOWONE014
KNOWONE015
KNOWONE016

LP:
LP001
LP002











środa, grudnia 03, 2014

download: Efdemin without Decays

Phillip Sollmann / Dial, Metisse, Curle Recordings / DE
minimal, dub, tech-house, deep house

LPs:
Efdemin (2007; VBR) 5/5
Chicago (2010; flac) 5/5 

EPs:
Angelo Battilani / Efdemin - Empty / Lohn & Brot 4/5
Dub Kult / Efdemin - Métisse 02 4+/5
America / The Pulse 4+/5
Efdemin / CRC (2) - Métisse 05 4+/5
Acid Bells (Martyn Mixes) 4/5
Nina Kraviz / Efdemin - Hotter Than July / Sun 4/5
Chicago Remixes (1) 4+/5
Chicago Remixes (2) ‎ 4+/5
Please 4+/5





Delroy Edwards, a hero. Now... download!


2012-2014 / L.I.E.S (US)
acid house, deep house
raw, without complexes, nostalgic, dense

Dla wszystkich tych, którzy pałają miłością do surówek. '4 Club Use Only' (5/5) to epka wybitna, takie kawałki jak "When The Glue Won't Burn' czy 'Love goes on and on' pozostają na długo w odtwarzaczu i w pamięci, dwie pozostałe to łakomy kąsek dla fanów. W zblazowanym kuferku detroit house znalazły się pędzące, przytłumione, kwaśne przeplatańce utrzymane mocno w stylistyce labelu L.I.E.S., aczkolwiek niepozbawione indywidualnej specyfiki. Twory Edwardsa dzielą się na dwie kategorie: lovesongi dla hipsterek i surowe rozpruwacze blach falistych. Te drugie znajdą zapewne mniejszą rzeszę fanów, dlatego Epka "White Owl" zostanie zupełnie pominięta przez media. Tylko dla prawdziwych wyjadaczy. Tymczasem niedawno Delroy wydał nową epę:


Delroy Edwards - Can U Get With
4+/5

2 december 2014 / vinyl, file / Gene's Liquor, GL002
funk, disco, house
warm, dense, soft

Na drugą mańkę. Po industrialnych, prawie niesłuchalnych mixtape'ach, mamy łakomy kąsek dla fanów Delroya. Miękkie granie w stylu disco, do cna stłumione i przybrudzone, ale i pluszowe, delikatne. Spala mnie w całości jak okoliczny kush.


DOWNLOAD [mf]

niedziela, listopada 16, 2014

'Deemeetree' by Zamulan ; new mix ; techno, idm, krautrock, detroit house ; psychedelic, quirky


mix / 16 nov 2014
techno, idm, krautrock, detroit house, acid house, tech-house, techdub, ambient
massive/subtle, bittersweet, quirky, psychedelic, jazzy, dubby 

Moje najbardziej osobiste wycieczki w stronę mocarnego, technicznego grania okraszonego gdzieniegdzie szalonym IDM-em (wprost od samych klasyków, AFX i kozacka alternatywa Galaxian) i sauerkrautrockową, subtelną psychodelią, do którego za wprowadzenie posłużył mi Shit & Shine z nowego, genialnego albumu. S&S to nic innego jak eklektyczny noise rock. Pojawia się tu kawałek tytułowy z epki "1984", jeden z utworów roku w zakładce techno. Na zakończenie rockowej wycieczki suita 'Djed' od Tortoise, post-rockowy smaczek, zakadzam to Prinsem Thomasem ukrywającym wiele dobra w warstwie tła, zwiewnie wracając do krautu, potem do elektroniki w wydaniu z Detroit. Nie omieszkałam - mieszając i strukturalizując kawałeczki - dwukrotnie zażartować. Jednym z żarcików jest wciśnięcie zabawnego 'Frogs' zaraz po monumentalnym Inigo Kennedy, a drugim, mniej wyrazistym, skwitowanie krautowej siesty gitarowym synthem DJ Jus-eda. Miksowanie tegoż było czystą frajdą, spływającą po mnie cyfrową kreacją skroploną deszczem acidu.

byRovo
15.Djed

środa, listopada 12, 2014

New Dubstep Mix - Zamulan - quirkY duPstepperZ - stream / download


11 11 2014 / mix
świeżutki opasły, dubstepowy miks wysiąknął do internetu

DEEP-, DUBSTEP, TECH-, DEEP HOUSE, MINIMAL

treaning before session with Thecompressjah.

#:
1. Kryptic Minds - Namaste
2. Untold - Kingdom
3. Eskmo - Hypercolor
4. Roof Light
5. RSD – Forward Youth
6. Terror Danjah
7. Truth - Amnesia
8. Salem- Pigfucker
9. Objekt - Tinderbox
10 T++ - voices
11. 10-20 - Lake - golgotha
12.Slugabed - Quantum
13. Kode9 the Spaceape - 9 Samurai
14. 2562 - Juxtapose
15. 2562- Superflight
16. A Made Up Sound - Demons
17. Convextion - Venus in Spurs
18. Swayzak - Speedboat
19. Theorem - Sutekh - Mitochondria
20. Anders Ilar - Organza
21. Anders Ilar - Exist in the Dreams of a Flower
22. Mary Jane Kelley - Akufen
23. DJ Jus-Ed - Maryland Jam
24. Stefan Goldmann - Les Augures
25. Dimbiman - Early Burd

środa, listopada 05, 2014

NEW MIX: ZAMULAN - Ace's necklace is on the lace place.





Experimental dense, hypnotic acid deep house, ribald abstract techno, massive post-idm, hip-hop, breakbeat, industrial, ambient, noise, atmospheric techdub, raw Detroit.
Surowczyk wyśniony z mych ulubionych tłuczonych na jedną modłę potupajek. Pamiętam te miksy od Goldwilla czy Portable'a, w ruchu, w podróży, będąc zmotoryzowaną lub na spacerze pośród falujących tęczową poświatą stumetrowych wiatraków. Makam trochę podobny do nocnych podróży z Deepchord Starlight, otulające ciepło autobusu i rozmazane światła. Zaliczyłam również wycieczkę w stronę rozkosznego, cukierkowego chillout'u Manuela Tura, którego, beatmaszynę zakleiwszy, zwalniam tempo. Breakbeat romansujący z hip-hopem to dopiero przystawka, zakąszam kwaśnymi, mrocznymi rytmami Kassema Mosse, ktore toż zostają zwarte i rozpędzone przez taneczną litanię Savasa Pascalidisa. Poczęstujemy się eksperymentem wytrawnym, ale i nadającym się na parkiet, wysublimowany parkiet, khm. Jak to zwykle bywa u Zamulan, drone, ambient są zwieńczeniem uczty.
#:
1. Tin Man – No New Violence [ODE]
2. Goldwill – Mows (Hny Mows Lawn Mix) [Mows]
3. Bodycode – Imitation Lover [Immune]
4. Jacob Stoy – Inspektor [Uncanny Valley 015]
5. Makam – Glacial Valley [Glacial Valley]
6. Manuel Tur – Pastelize [0201]
7. DJ Krush – Deltaforest [Kakusei]
8. . Hexstatic – That Track
9.. Actress – Supreme Cunnilingus
10. Demdike Stare – Eulogy
11. Kassem Mosse – GSO2
12. Kassem Mosse Workshop 12 B1
13. STL - A Beautiful Mind
14. Savas Pascalidis – Logic State
15. Sevensol And Bender – Poland
16. Skudge – Ontic
17. Basic Soul Unit – Things Pass
18. Morphosis Dirty Matter (NWAQ's via Mezzacapo Dub)
19. Ma Spaventi – Jungle
20. Autechre – Tkakanren
21. Redshape – Manhattan
22. Blamstrain – Frame Math
23. 36 – Inside
24. Ben Frost - Stomp

poniedziałek, września 22, 2014

wypominki: Unsound 2013, review



UNSOUND FESTIVAL

Kraków, 2013, weekend

4,5/5


Do postindustrialnego, apokaliptycznego Hotelu Forum zlądowałam w piątek koło 9 wieczorem. Czas rozgrzewki. W środku trzy sceny. Zaczęłam od wdzięcznego DJ Richarda, snując potok wyobrażeń na temat trwającego artystów, których dane będzie mi usłyszeć. Długim, niskim intro względnie atmosferę ociepliła królowa hyperdubu,(zaraz obok Ikoniki) Laurel Helo, potem nieco ożywiła charakterystykę występu. Move D i Juju & Jordash od początku dowiedli, że są solidną marką na eksperymentalnej scenie, zaserwowali mocno psychodeliczne kosmiczne techno-suity, trochę przypominające czasy kolabo Move D z Benjaminem Brunnem. Niestety mój faworyt imprezy, czyli Underground Resistance nie zabrzmiał w mocno wytłumionych murach największej z sal, nawet "I'm am, U R" mnie nie przekonało. Na chwilkę tylko zarzuciłam uchem na Svengalisghost, detroit okadzone stylem retro z wokalizacyjnymi wrzutami, niezgorsze danie. Zmęczona po podróży jak dętka wsłuchiwałam się w mechaniczną mantrę Regisa. Jegomość zaserwował dźwiękowy stop o potężnej gęstości i surowości.
Skusiłam się na kupienie biletu na Altar of Plagues i Earth. Altar mniej lub bardziej w stylu mojego ulubionego stoner metalowego Neurosis, uczta dla ucha. Earth koszmarnie sedatywnie, gdzieś w połowie zaczęłam odczuwać nudę. A w hotelu RSS Boys załupali eksperymentalne intro do Porter Ricks, przez cały występ przewijał się gęsty motyw Ricksów, to niewątpliwie najjaśniejsze odkrycie festiwalu. Stara fanka Porter Ricks usłyszała wariację n/t Biokinetics, możecie domyślać się jak bardzo zawładnęła moim umysłem ta muzyka. W odróżnieniu do UR Porter Ricks zabrzmiał na dużej sali kapitalnie, głęboko, do organicznego kociołka wrzucili Nautical Zone, Nautical Dub i parę innych szlagierów dookoła kinetycznych. Demdike Stare ze Stottem zaczęli trochę nie w moim stylu, za mało okultystycznie, za bardzo dynamicznie, więc zaczęłam krążyć po hotelu Forum jak wolny elektron. Przyjemnie słuchało się footworku Rp Boo leżakując na tyłach sceny. Ciekawie zagrał Pearson Sound, choć nie ukrywam, że znalazło się parę rozdartych chwil absolutnego znudzenia. Karenn zdecydowanie na wysokości zadania.
Pantha Du Prince egzotycznie, na granicy performance'u. Akustyczny wstęp rozwinął się w pełnoprawny, elektroakustyczny deep house. I-F-owi nie wybaczę szlagieru 'Wasting your emotions', którym zniszczył misterny, energetyczny set, tym niemniej na poziomie. Zaskakująco dobrze wypadła przedostatnia gwiazda festiwalu - Beneath, zaproponował przekrojówkę dubstepową, wylał na publikę hektolitry smoły. Niby należało spodziewać się, że Lee gamble w duecie z Milesem pójdą w stronę tanecznej elektroniki, tym niemniej jednak nie byłam na to przygotowana, wciąż łudziłam się, że zagrają eksperymentalne dub techno inkrustowane drone'ami, nic z tego. Opuściłam Pauzę kończąc w ten sposób kolejną edycję Unsoundu.

niedziela, czerwca 08, 2014

2013's TOP.

10. Lawrence - Films & Windows - Films & Windows

Bau Bum, Aum, Bum, Bum.


11. Four Tet -Beautiful Rewind -  Gong





12. Donato Dozzy - 200 EP - 200.2






13. Andy Vaz - Imaginary Beings - Imaginary Beings





14. A Made Up Sound - 100DSR - Rear Window





15. Asusu - Velez / Rendering - Rendering





16. Big Strick - Panorama Bar 05 - Hayday





17. Dadub - Untitled EP - Dadub + Retina.it - Kykeon





18. Horror Inc. - Briefly Eternal - The Absent





19. Conforce - Kinetic Image - Spatiotemporal





20. The Field - Cupid's Head - No. No ...

środa, grudnia 11, 2013

newcoming: Burial - Rival Dealer

Nowy Burial zaskakuje energetyką, zbliżającą do gatunkowego wykolejenia w stronę rave (co wszyscy powtarzają jak jeden mąż) oraz d'n'b. "Rival Dealer" wprowadza nas do ciemnej pieczary kipiącej atmosferą emo-dxm-owej robotyki. Perkusjonalia wydają się całkiem zwyczajne i nieco zbyt sypkie, ale za to pełne powietrza. Delikatne djskie wkrętki, wokalizy już prawie najmocniej r'n'b, mocniej jest tylko w 'Come Down To Us'. Hienowate wyjce ustąpiły głosom opowiadającej historię dziewczyny, następuje męski wokal i kawałek uderza w skrajnie szalone rewiry. Głęboki syntetyczny bass, struny mecha-wiolonczeli, klimat schizoidalny dużego miasta. Tutaj mamy jeden z klasycznych clicków Buriala, jak dobrze go usłyszeć. Całość zwieńczona jest subtelną poetyką zdelayowanych wokaliz, są delikatne jak płatki ususzonych róż, na końcu świetne, nieco indiańskie, czy nawet szamańskie uderzenie dziwnych rur, które nadaje utworowi starożytnego charakteru, kończy się to jakąś ekstatyczną wypociną laski. Kawałki na epce prezentują się naprawdę nieźle. 'Hiders' to ostry dubient przeradzający się w pędzący pociąg disco, dance tchnący ducha świąt. Świetny lifter imprezy, po ostatecznie dość długim wstępie. Nie wiem dlaczego, ale wokaliza przypomina mi nieco Michaela Jacksona. "Come Down To Us" to najbardziej komercyjny Burial jakiego znam, efekt? Nie jestem do końca przekonana, ale to może być strzał w dziesiątkę. Na pewno nie podoba mi się mdła, spowolniona, przygaszona poświąteczną atmosferą formuła użyta w preparowaniu wokali, która psuje charakter utworów z wszystkich nowszych epek.







piątek, grudnia 06, 2013

Wtargnęliśmy w nowy weekend... 900000 odsłona

900k odsłon odnotował blogger!!! Dziękuję z całego serca! Przy czym warto zaznaczyć, że jakieś niemniej niż 20% to włamy systemów spammerskich... do tego nie mogę poradzić sobie z ich nawałem, obecnie jest nieco mniejszy, ale problem pozostaje.


Dużo wyjazdów w tygodniu, a weekend w pełni stacjonarnie, na chillu, u siebie. Ów chill kojarzy mi się ze świeżuteńkim kawałkiem RVDS - Monday Rain. Monday Rain to nic innego jak acid house oblepiony bryłkami dubu. Czy to kwaśny deszcz? Nie, raczej ożywczy letni deszcz, ni to jesienny, ni to poplecznik Ksawerego. To deszczowa symfonia, która nadaje się spokojnie do kanapowej hulanki wyobraźni. Urodziwy bębenek wybija rytm życia, które gaśnie w wietrzyku ambientu. Blisko tej kreacji do deep house'u, równie blisko do acid house'u, a małowprawny służbista muzyki mógłby nazwać to ambientem lub downtempo. Niemniej subtelny, ale i ożywczy, taneczny charakter utworu można nazwać odą RVDS'a. Całkiem udane wydawnictwo, warto zerknąć również na kawałek tytułowy epki "Moon On Milky Way", to pędzący freak-house na pianinku na kilku klawiszach. Gdieniegdzie kilka acidowych kup.

mindfuck: Jonsson / Alter - Brevet Hem



Totalnie miażdżący kawałek od skandynawskich braci. Brevet Hem to parkietowa bomba z odrobiną mroku i kosmosu. Idylliczny wokal układa całość w wielce intrygującą opowiastkę.

środa, listopada 27, 2013

mix: Benedikt Frey - LWE Podcast 184



download

tracks:
01. Init, “Untitled Sympathy” [*]
02. Psyche, “The Saint Became A Lush” [Bol Records]
03. Kid Machine, “Night Freaks” [Viewlexx]
04. Benedikt Frey, “Broken” [*]
05. Benedikt Frey, “GDN” [*]
06. Drvg Cvltvre, “My Neck Of The Woods” [030303]
07. Mutant Beat Dance, “Lowlife” [Light Sounds Dark]
08. Juju & Jordash, “Shrublands” [Dekmantel]
09. Joey Anderson, “Above The Cherry Moon” [Avenue 66]
10. Diseno Corbusier, “Golpe De Amistad” (Benedikt Frey Edit) [*]
11. Juju & Jordash, “Echomate” [Dekmantel]
12. Benedikt Frey, “Out of Here” [*]
13. VtotheD, “Untitled” [*]
14. Init, “Blind End” [*]

Smogu chmurę pijanego wykrztusił dla nas Benedikt, tech-house w stylu Cristiana Vogla rozpoczyna ten przystojny miks. Po tym chill-outowym młyneczku miks uderza stronę disco między dancefloorem a kosmosem, z dodatkiem kwaśnawych wkrętek. Smog osadza się na włoskach mego nosa, którym wciągam dźwięk zmutowanego czarnucha. Niemka wodzi za ów nos, spod jej paznokci wylewa się więcej upiornego kwasiwa, które obezwładnia siedzącego obok mężczyznę. Mężczyzna naciera na kobietę, rozpoczynają taniec. A wygibasy to już do burego końca, jasnego rańca. Pijane, zawiesiste tańce silnie drażniącego odpadu radioaktywnego.

source

czwartek, listopada 07, 2013

Goodbye technical problems!

No, w końcu problemy techniczne zostały zażegnane. Minął szmat czasu od ostatniego pożywnego posta i kierując się przesłankami nie zapowiada się jakakolwiek zmiana. Brakuje mi czasu na wsłuchiwanie się w muzykę, słyszę ją w tle w chaosie aktywności.

Tym niemniej jednak życie ponownie nawiedziło jaźń.



Adam Michalak - Returning To Essence
file / 20 september 2013 / Silent Season / SSD10
dub techno, ambient
cold, slow, atmospheric




Niewątpliwie utalentowany Adam Michalak i jego najnowsze dzieło "Returning to Essence" wpełzło na dysk twardy, po czym wypełzło z moich kolumn i przesyciło gęsty eter, z którego molekuł eksplodował atmosferyczny dub. Błona bębenkowa wpadła w rezonans, przez ślimak sączyło się delikatne zawodzenie w guście The Guide to The Safer Sex Coila. Brzmienie stało się klarowne, a sprowokowawszy medytacyjny trans muzyka nie miała szans wywołać uczucia znużenia. Surowa obwoluta dźwiękowa, wpompowana bańka szumu, na kartach stłumione kicki, echo. Można zasłuchiwać się czytając o prawach kosmologii i kosmogonii.
Maleńkie kropelki ołowianej rosy zwilżyły pory stalowego nosa, z otchłani wynurzyła się głęboka partia basu, konstrukcja ta została zwieńczona wysokim hatem. Jaskinie na stalowej wyspie Lam były potężne i obfitowały w stalaktyty. Wesołe krople wpadły w rytmiczny taniec i wirowały gasząc 'Candle', puszczony delay z reverbem. Metaliczne cykady hałasowały przed jaskinią budząc eterycznego ducha. 'Sparkles' to nocny koncert świetlików i iskier, rozświetlających mroźne przestrzenie. 'Evening Lantern' jest godne uwagi, to muzyka dzikiej plaży zimą, latarnia jest tu tylko majakiem, po partii pomp powietrznych jest chwila czasu na wariację z rozmazanymi clickami. Na 'Shadowy Horizon' miniaturki trąbki powietrznej ma udział w tańcu Yeti, bo nie w chocholim.
'Immersed In Dreams' zostawiony na deser, mimo przepełnienia smakuje wybornie. Nieco niepokojący jest charakter tegoż utworu, na którym pobrzmiewają: zdelayowane rzępolenie, arktyczny oddech pełniący rolę hata i mroczne dudnienie.


poniedziałek, września 16, 2013

na winklu: Marcel Dettmann - II

16 september 2013 / lp, 2 x vinyl / osgut ton / OSTGUTLP14
techno
hypnotic, dense, crushing

Czy w braku przypływu weny mogę pokusić się o skojarzenie wstępniaka z twórczością Karlheinza Stockhausena? - 'Arise' osnuwa słuchacza siecią intrygi, w nietypowy sposób podnieca... 
- 'Throb' to gęste rytualne techno na miarę XXI wieku, nuklearny grzyb, smakuje jak gdyby odrestaurowany i do granic zminimalizowany Porter Ricks. Gargantuiczny kick zostaje zalany sflaczałym kwasem. Maź metaliczna, ciemny szpik, to wyciek ze szkieletu androida. Obezwładnia i wprowadza w trans. Mmm, dobry, jednak nie tak organiczny jak Porter Ricks. - powiedziała czarownica powoli przechylając łyżkę z wywarem do ust.
Mgiełkę innego technicznego albumu, mianowicie Sigha - Living With Ghosts przywiał 'Ductil'. Właściwie to nic szczególnego. 
- W takim razie określisz to jako trans czy monotonię? - zadał pytanie Hindus, nasz guru, przywiało go do chaty tego wieczoru.
Ani jedno ani drugie, raczej skrajny minimalizm... Oj! Nie trzeba było czekać długo na efekty wywaru... to 'Shiver', istny cyrk!
Prąd przechodzi przez całe ciało, urzyźnia neurony. Muzyka gra. Czarownica będzie przez chwilę sparaliżowana, a ja tańczę.
Skrajnie subiektywne podejście zachowam dla utworu 'Soar', który potężnie podpadł pod mój gust. To wytłuszczona wersja nowego Asusu - Rendering, mocno w mańkę dub techno, acz bez techdubowych rozwiązań brzmieniowych.
- To już połowa bochenka-techenka-chleba...
Tytanowa kula odbija się po gumowych lustrach, tworzy refleksy na taflach - 'Outback' - guru próbuje wiertarką wywiercić fragment instalacji.
Zawodzenie Emiki jak dżdżystą jesienią nad jeziorem, w mglistej aurze. Natura. Człowiek. Maszyna. To maszyna dyktuje hipnotyczny beat, to centaur, pół-człowiek pół-maszyna...
'Radar' swoją energią i flow brzmi jak rodzaj fuzji Detroit z Berlinem. Brzmieniowo to typowy Berlin, rytmicznie Detroit. 
'Corridor' to pomroczna zabawa czarownicy z guru, on łapie ją za wzorzystą spódnicę, ona w amoku upada na piecyk, zabijając się. 'Stranger' to ilustracja do jej wzaświatywstąpienia. Dość bogaty jak na charakter albumu 'Aim' jest drugim peakiem, gościnnie dograł się Shed. Moje serce podbijają utwory proste, melodyjne, a utwór finałowy to pospolita rąbanka przykryta połaciami niepospolitych plam ambientowych. Bellissima.






niedziela, lipca 21, 2013

Delroy Edwards.

2012-2013 / L.I.E.S (US)
acid house, deep house
raw, without complexes

Dla wszystkich tych, którzy pałają miłością do surówek. '4 Club Use Only' to epka wybitna, takie kawałki jak "When The Glue Won't Burn' czy 'Love goes on and on' pozostają na długo w odtwarzaczu i w pamięci, dwie pozostałe to łakomy kąsek dla fanów. W zblazowanym kuferku detroit house znalazły się pędzące, przytłumione, kwaśne przeplatańce utrzymane mocno w stylistyce labelu L.I.E.S., aczkolwiek niepozbawione indywidualnej specyfiki. Twory Edwardsa dzielą się na dwie kategorie: lovesongi dla hipsterek i surowe rozpruwacze blach falistych. Te drugie znajdą zapewne mniejszą rzeszę fanów, dlatego Epka "White Owl" zostanie zupełnie pominięta przez media. Tylko dla prawdziwych wyjadaczy.