niedziela, stycznia 31, 2016

Gdy ukazałam się temu, co od wodki łzy wylewał.

Deetron - Fabric 76
16 june 2014 / CD, mixed / Fabric, fabric151
deep house, acid {house}, techno
seducing, lovely, eclectic, bouncy


[7.0] silicon

tracklist {disc
ogs}


Jestem święcie przeświadczona, że ogoł nie docenił szwajcarskiej maszynerii urokliwego DJ-a i producenta, seksownego dla niejednej, -go, beardmana, w ktorego pokoju hotelowym po każdej z imprez wiją się ciała w miłosnych uniesieniach. Jakże by inaczej, tworca tak sprawnych i urodziwych miksow gotow jest do niejednego grzechu. 
Kreatura konglomeratu otwiera podwoje jak gdyby kontynuacją poprzedzającego go miksu, ktory zostaje wielką niewiadomą dla uszu. Początkowy serw to cztery kompozycje na amerykańską modłę pogranicza Detroit i Chicago, pełne niezwykle przyjemnych, ale i bezpiecznych bitow okraszonych atmosferycznymi klawiszami, przerwanych tandeciarskim Soulphiction, o przewidywalnym tekście i fatalnej linii basu. 
Utwory są bardzo szybko przemiksowywane, poloopowane, bardzo trudno zorientować się, jakie członki należą do jakich ciał. Nieoczywiste, kwaśne, odhumanizowane tłoki z mechanicznymi loopami wokalnymi bardzo ładnie dynamizują całość, Juxta Position i Redshape. Ekstremalnie zwinnie i chybko wpleciony pewniak każdej z imprez, Ripperton, wprowadza w niczym nieskrępowany bounce, uciekający w krainę totalnego zapomnienia, elektronicznej ekstazy.
Gdzieś tam w połowie zaczynają wkurwiać detroitowe przyśpiewki i zabezpieczony rożowym kondomem o smaku truskawki oklepany sznyt, ktory być może zostaje uratowany przez klasyk G2G.
Gdzieś do 16-stki, lub włącznie - dla tych, ktorzy są muzycznie obeznani, a mowa tu o kolejnym szlagierze Presk - zawiewa nudą i jarmarkiem, słuchanym 300 tysięcy papierosow temu.
ondo Fudd to piękny już nie tak grywalny utwor spowity surową enigmą śpiewu cyberpunkowych ptakow z jednej ze Superziemii, skłaniający do refleksji.
Niedługo zostajemy w kosmicznej refleksji nad gatunkiem, Four Tet w kolabo z Terror Danjah wyskakuje z bangerem sypiących perkusjonaliow i prężnym jak jaguar - basem.
To, co się dzieje potem zostawiam Waszym uszom, niejeden smaczek się jeszcze pojawi, m.in. surowy Joe - Slope lub wzniosłe zakończenie utworu Functiona. Wygnijcie ze mną falistą blachę deepu, acidu, techno i mikołajowych słodyczy!
Przy całej tej ekscytacji trzeba przyznać, że miksiwo to, do rownych nie należy, acz jest eklektyczne i pomysłowe, nieco za bardzo przebojowe, to potwierdzić należy! Niejeden dźwięk wwierci się w uszy na dłużej.
Deetron Fabric 76 to średnio wytworny taniec o koncepcie poza wszelką logiką, z postrzelonymi kręgami szyjnymi wykwitający pod sufitem wyobraźni.







sobota, stycznia 30, 2016

Przeklęty dar. Katharsis.

Kiedy nocą zasypiasz w całkowitej ciemności, bo jasność wypełniała twoj dzień,
ja w horroru kokon zagłębiam się, w konglomerat brokatowej szarości.

Przeklęty dar,
żyjąc z dala od ludzi, umysł zdeprywowany w morzu frustracji urządza swoj taniec,
eksponując swoj świat, rodzi się z uciskow, problemow kamienny gmach.

Popadam w desperację, skok wydaje się rozwiązaniem,
a przed nim milisekunda zastanowienia, czyli jego brak,
w potrzasku skazaniec.

Gdzieś tu jeszcze żyją dobrzy ludzie,
na ktorych barki zrzucę ten balast,
dla nich to błahostka.

Wtem,
słodki majestat zstępuje,
ochy i achy na swoj temat,
katharsis.

 


poniedziałek, stycznia 25, 2016

cosmic (un)known, dancing foil.

Q3A - Space Chamber
11 january 2016, ep, vinyl / Delsin Records [NE], 114dsr
trippy chillout, cosmic unknown, playable


A1. Untitled 7:04
A2. Untitled 6:47
B1. Untitled 6:31
B2. Untitled   6:40


[8.5] chrysoberyl


Znajdowałam się w czymś na kształt symulacja przestrzeni kosmicznej. W sztucznym eterze, w którym rozbrzmiewały odgłosy szurania przestarzałych kombinezonów znajdowały się konsolety pełne różnokształtnych przycisków a pod nimi wajchy regulujące prędkość i zapętlenia. Gdy zamykam oczy i wyobrażam sobie pod powiekami powyższy obrazek w głowie dudni głębokie electro-techno, syntezatory budują iluzję przestrzeni kosmicznej lśniącej barwami zorzy polarnej, a podstarzałe drum machiny naśladując futuryzm uśmiechają się do mnie mimochodem. Toż, Panie to Conforce jeszcze z czasów Łajki, jakby bardziej udomowiony, ale zarazem bardziej surowy, obłe krawędzie zostały zastąpione przez ostre ranty, o które jednakże trudno się pokaleczyć, ponieważ całość jest wyjątkowo przyjemna dla ucha i niezobowiązująca. Niebiański śpiew syreny z bagienka odbijającego gwiazdy, wyhodowanego na piachach legendy Detroit.


download [320kbps]

all 4 tracks on yt.

more info:
discogs





dancing foil. able to download



Twarda, bardzo poprawna kopaninka techno z możliwością ściągnięcia.

piątek, stycznia 22, 2016

wspomnienia. reminiscences in the sound of classics.




Twoje imię jest nieistotne, jesteś zlepkiem tego co było,
oczywiście nie było ich aż tak wielu by zwariować i pogubić się na liczydle.
Twoje ramiona oplatały moje niekościste jak to bywało, biodra, z których powstał transcendentalny wąż, który dnia pewnego rozdzielił me ciało.
A gdy były kościste, Ty, wedle mych planów nie tknąłeś mnie, znarkotyzowany jedną z wielu mikstur. Dysocjowaliśmy nad krakowskimi wodami popijając wino.
Twa grzywa niczym złoty splot kładła się na moich onieśmielonych nagich udach.
Ta potężna woń, w której skonsumowaliśmy się po imprezie.
Broda, ciemno-miedziana, którą kazałam Ci zgolić.
Twa broda złota, kózka, której nie zgoliłeś.
To czarne ustrojstwo.
Wyjawiłeś mi tajemnicę, że we wszystkich się rozkoszujesz znajomych kobietach wokół,
pozostawiłam to bez komentarza.
Ta noc, kiedy nie mogłam się Ciebie oprzeć, a było to pierwsze spotkanie, 
Ty nie odwzajemniałeś tego.
Twój głos wibrował w rozkosznej przestrzeni niczym obniżony śpiew nimfy, wokal radiowy.
A Twój głos był pedalski, aż wstyd było się przyznać.
Pamiętam jak obieraliśmy przezroczyste, mieniące się fantazyjnym gąszczem barw mandarynki.
Jak rysowaliśmy swoje obiady to w umywalce, to w toalecie.
Jak długimi godzinami dyskutowaliśmy o geometrycznej budowie Wszechświata.
I taka też nieskazitelna była nasza miłość.
Nasze niebotyczne orgazmy.
Twoje hobby, które mnie tak niezmiernie wkurwiało.
Zmarnowałeś ostatnią okazję, by nie skończyć kłótnią.
Twoje "you're so sexy" jako zbieg okoliczności, przypadkowe randez-vois z wonią czosnku na czele.
I tak najbardziej kochałam Twój mózg, niezmazany wiedzą tajemną znaną tylko mnie,
Nie ma już miłości, ja na oczy przejrzałam.
A Ty, nawet nie tęsknisz jak ja, ta, która Cię przekreśliła.
Ale wciąż kochasz, kochasz...

środa, stycznia 20, 2016

download: Nina Kraviz for BBC Radio 1.

techno, mixed, 59 minutes / 2016
repetitive, massive, brain damaging

[9.3] carborundum

Przyznam, że nieco na odczepne przeczytałam nius w muno.pl jakoby Nina Kraviz zabawiła się w kolejną nierówną tempem klepaninę w BBC Radio 1 i rozpoczęła tam stałą rezydenturę. Jak bardzo się myliłam, audycja wypada bardzo wdzięcznie, nawet pomimo dość lakonicznych wypowiedzi pierwszej miss techno. Cały "journey" został podany w formie miksa z niesamowitym vibem, kwaśnym sznytem, z mnóstwem wydawniczych nowości z najwyższej półki. Nina swój miks określiła mianem "podróży kosmicznej" wobec powyższego jest to rewelacyjna podróż przez repetytywne krainy wbijanych, 9-calowych gwoździ. Dodatkowo lista tracków wydaje się niepełna, usłyszymy również loopy z innych kapitalnych utworów, samą li tylko śmietankę.

Użyteczny masochizm na jedną, acz wielce interesującą modłę! Mózgopląs gwarantowany!

Pamiętajcie, każdy drugi czwartek miesiąca spotkanie z ultra seksowną Panią o wysublimowanym guście.

download

sobota, stycznia 16, 2016

Updates on my site.

To book me or read something about me, as a person and a lap-j, 
please open my site.
Thank you!
But my previous mixes sick a dick.


piątek, stycznia 15, 2016

I won't be original, the best track of 2015...



Tym razem oryginalność przypada kawałkowi, nie mnie, zarówno w doborze jak i w lakonicznym opisie. Nie było trudno wybrać kawałek roku, selekcjonowałam raptem spośród 100 wydawnictw, długo byłam nieobecna ciałem i duchem.

Modell postarał się! O tyle, o ile jego nowy długograj nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań, o tyle epka całościowo miażdży. On zawsze miał wyjątkowe szczęście do krótkich wydawnictw. Raczej niepodobne do dotychczasowych dokonań, bo na wskroś przypakowane (nieprzypadkowe jednakże!), opasłe, pędzące, a zarazem ociężałe, miękkie, oblane olejem koloru królewskiego błękitu bity, mocno techniczne jak na DC wzbogacone zostały o mocno przyprawiony efektami wokal Hiszpana. To niesamowicie genialne posunięcie. Twór pozbawiony metaliczności, płaskości znanej z wcześniejszych dokonań, mam tu na myśli rok 2014 i wstecz, a w zamian organiczny, subtelny w swoim majestacie. Doskonały w swej prostocie, mogę go słuchać w nieskończoność.

Przypominam, że epka jest na wyciągnięcie ręki na tym blogu, w formacie .flac. Poszukajcie ;)

review of the ep
download (.flac)


More info: discogs




czwartek, grudnia 24, 2015

review & download: Inigo Kennedy - Clarion Call [ep, 2015, token]

Inigo Kennedy - Clarion Call




















20 november 2015 / 12", ep / TOKEN [Belgium] #: TOKEN058
techno, experimental
astronomic, symphonic, uplifting, dynamic, thompy

A1. Clarion Call
A2. The Fold
B1. Kepler
B2. Dusk



[8.0] topaz
- large magellanic cloud! 



The Fold = Kepler*Clarion Call^2 brzmiał wzór stworzony przez najwybitniejszy umysł XX wieku. Czy zachował swą aktualność?

W tym przypadku nie mamy do czynienia ze zwykłą muzyką, lecz muzyką załamującą prawo względności, bo ewokującą potężną moc strumienia energii promienistej docierającej do naszych, w tym przypadku - uszu. Gwiazdy, podobnie jak utwory mają różną jasność, temperaturę, barwę, wiek i skład chemiczny. 'Clarion Call' to astronomiczny, 
rozpościerający się niczym Wielki Obłok Magellana obszar dźwiękowy, czy przypominający, bliższy dziedziną – 'Solti Zarathustra' Ryśka Straussa w wykonaniu berlińskiej filharmonii wchłonięty przez Czarną Dziurę, następnie wystrzelony we współczesne czasy. Niesłychane partie spreparowanych instrumentów harmonicznych, bliżej niesprecyzowane wiolonczele, hammondy, waltornie, spokojne, ale i upliftujące synthy, zdynamizowane przez cyfrowe tąpnięcia. Prawdopodobnie tak wyobrażaliby sobie muzykę XXI wieku wielcy klasycy. 
Środkowa część, mianowicie 'The Fold' i 'Kepler' (prawdopodobnie na cześć wielkiego astronoma i astrologa publicznie broniącego heliocentrycznej teorii kopernikańskiej), będący pozostałością po zderzeniu dwóch supernowych to najsilniejsze składowe galaktyki, oba rozsadzają niesamowitymi rozwinięciami.
Często zdarza się, że mniejsza gwiazda, ale bliżej położona, jest pozornie jaśniejsza niż znacznie większa i odleglejsza. Podobnie jest z muzyką Kennedy'iego, przynajmniej w moim mniemaniu. Niespecjalnie nowatorskie, najnowsze utwory wydają się jaśniejszym punktem jego twórczości niż, tu i ówdzie chwalone release'y sprzed jego wstąpienia do labelu Token. Żółty karzeł za około pięć miliardów lat stanie się czerwonym olbrzymem, by po kolejnych milionach lat wejść w stadium stygnącego z wolna białego karła – tytułowego 'Clarion Call'. W tej symfonii smaczków 'Dusk' wydaje się zbędnym dodatkiem.
Inigo to osobna galaktyka na muzycznej mapie świata i możemy to usłyszeć gołym uchem.
download [320kbps]




Czytelnik - masochista. Reader - masochist. Przypadkowe rymy. - Random rhymes.

Nie masz powodu by we mnie uwierzyć, 
bo już pogrążam się w nawykach z przeszłości,
ale dojrzałam, spoważniałam,
chowam się za twarzą bez wyrazu,
uda w miejscach kieszeni poprzepalane szklanymi cygarniczkami panicznie chowanymi w 
ciągłej paranoi,

całe garście leków rozbijanych z otoczek po to, by mocniej zadziałały, antydepresanty,
antypsychotyki, stabilizatory, zapijane kawą, doprawiane papierosem, 
zawsze bez śniadania.

Codziennie analiza, jak przed lekarskim obchodem – jak ja się dzisiaj czuję?
Tutaj, ocena, chwila zawahania, 
już sama nie wiem.

Z powrotem w domu, po 9 miesiącach hospitalizacji.
Byłam sama sobie królikiem doświadczalnym, nie obchodziły mnie setki efektów 
ubocznych, nawet tych śmiertelnych. 
Doładuj antydepresantu, doktorze! Może zamienimy to na to.
I tak się pierdoliło.
Siostro, mam myśli samobójcze, siostro, poproszę clonazepam!
Doktorze, powiem szczerze, lubię sobie przyćpać lorazepam.

Wypis ze szpitala.
Parę zdań zwykłych bredni wypisanych przez specjalistę, podsumowując wielką batalię z 
nieopisywalnym - schizofrenia z zaburzeniami nastroju, jak Benga normalnie.

Jakby tego było mało dodatkowy stygmat,
obok oficjalnej diagnozy pojawia się „Uzależnienie od THC, substancji halucynogennych i stymulujących”
To żeś dojebał, doktorze, to częściowa przynajmniej pomyłka, ja i stymulanty?!
To prawda, że lubiłam błotnisty meth, okazjonalnie amfę.
Poczucie wszechmocy na kwasie i amph,
poczucie miłości na ekstazie,
boskie ornamenty po DMT... i inne bzdury.
Królowa Salvia Divinorum.
Pustka posypana brokatem.
Halucynacyjne spotkanie ze zmarłym ojcem, już wiem, że po śmierci jest lepiej.
Teraz już na zawsze z nie dość, że żółtym to tak zawstydzającym papierem... 
mam długą listę i duży staż, acz poczerwieniała podczas pierwszego odczytu ma twarz!

Rodzina od strony zmarłego ojca w całej obfitości hipokryzji wyparła się.
Pochodzenie i żyły mam szlacheckie.

Pewien przyjaciel powiedział mi – odetnij się od psychiatrycznej nomenklatury, potraktuj to jako porywy duszy... ciągle nie umiem.


piątek, grudnia 18, 2015

review & download: Kode9 - Nothing [LP, 2015, Hyperdub UK]

Kode9 - Nothing
6 november 2015 / CD Album / Hyperdub [UK] - HYPCD003
footwork, experimental
speed, chaotic, sharp, original, microdigital

1. Zero Point Energy
2. Notel
3. Void
4. Holo
5. Third Ear Transmission feat. Spaceape
6. Zero Work
7. Vacuum Packed
8. Wu Wei
9. Casimir Effect
10. Respirator
11. Mirage
12. 9 Drones
13. Nothing Lasts Forever



[6.5] iridium


Steve Goodman, którego nie trzeba nikomu przedstawiać skusił się na buńczuczny wybryk skacząc w otchłań nicości, tunelu wcale niebezdennej pustki, bo roztrzaskującej łeb w randomową drobnicę werbli i clapsów footworku robiąc miejsce dla chaosu.
Kosmiczna małpa zmarła w wieku 44 lat wskutek raka, co, jak mniemam stało się przyczyną opróżnienia przez Steve'a swoich połaci majestatycznego dubstepu, niegdyś pionierskiego, potem w osnowie electro i złożenie hołdu swojemu zmarłemu przyjacielowi
Uwolniony od wszelkich przymusów zdecydował się na odważną rearanżację, rewolucję, postawił przed sobą zadanie ujarzmienia rozgardiaszu i wprowadzenia do footworku świeżości, pozostawiwszy jednakże pełnię swojego dotychczasowego repertuaru, a zwłaszcza ponury sznyt. Słuchając 'Nothing' możemy się przekonać, że jest jeszcze dużo miejsca na żonglerkę różnorakich novum w obrębie gatunku. Łączenie połamanych, szybkich rytmów z 8-16 bitowymi nieco kiczowatymi i prawie zawsze fałszującymi klawiszami z głębokim, sensownym basem.
Dubstep, poza paroma wyjątkami [Visionist - Safe] jest wyeksploatowany do granic możliwości i ludzkiej wyobraźni, dlatego nowa produkcja wymagała podjęcia radykalnych kroków pod postacią wspomnianego już wpasowania się w rynkową stylistykę, tutaj należy się ukłon - udało się.
Numery łatwo zapadają w pamięć przez wzgląd na swą prostotę i funkcjonalność, to znaczy dynamiczny, parkietowy charakter importowany prosto z UK.
'Zero Point Energy' rozpoczynający ucztę kolesi w okularach 3D - kusząco rozpoczyna album eksperymentalnymi szmerami, odgłosami spadających na tetrisową paletkę, spongowanych, cyfrowych kulek, zza rozsuwającej się kurtyny atakuje tyraniczny bas, który będzie towarzyszył nam przez resztę przygody, czas na pokaz!
Świerszczyki i banalne arpeggia, ni to mroczne, ni to dające nadzieję, skontrowane zostają pierdzącymi, lodowatymi dołami, oto 'Notel', czyli nakręcona mechaniczna pomarańcza, która zagrzeje swoje miejsce w dużych salach. Stare patenty spotykają się z futuryzmem w szlagierowym bangerze 'Void', bity oscylują między stepami a pracującymi stopami.
Na starsze brzmienia natrafiamy również w przypadku niezbyt udanego 'Wu Wei', mocno spokrewnionymi z 8-bitowym materiałem zamieszczonym na epkach z ostatnich 4 lat.
'Holo', przywdziewająca różne maski, holograficzna ilustracja eksperymentalnych zabaw, opatrzona mikrosamplami wokalnymi, wszechobecna cyfryzacja nabrała formy audio, bliźniaczo podobny jest 'Casimir Effect'.
Na szczególną uwagę, zaraz obok 'Void' uwagę zasługuje wyobcowany 'Zero Work' przypominający klimatem film George'a Lucasa THX 1138. Setki pracowników w białych kombinezonach haruje w prawie pustych, białych, pomieszczeniach przy zaawansowanych maszynach, podawany im jest entracen, substancja kasująca wszelką refleksyjność, popęd seksualny, tak by mogli zaakceptować nowy, nieprzyjazny świat wykazując niesłychaną koncentrację i precyzję w pracy. Świetne, pulchne cyce mocarnych perkusjonaliów i znakomicie satysfakcjonujące kwilenie przyduszanych ludzi-numerów. Zafałszowaną nutą finalizuje przedstawienie.
Bez wątpienia najbardziej pokręcony jest 'Respirator' koślawe bity kulają sie na blipach, zawodzi karetka, tworząc ostry rozpierdol, ogluszający efekt. To sprint z dwururką w dłoni. Najpiękniejsze, ale i proste akordy spotykamy w 'Mirage', subtelne uderzenia w filigranowo brzmiące trójkąciki otoczone ni stąd ni zowąd rojem bzyczących much, masywny, mechaniczny kick beznamiętnie zabija insekty.

Album to mgnienie, dlatego pozostawia mały niedosyt, mimo to stanowi świetną wycieczkę w krainę futuryzmu. NOWA BROŃ! Po takiej dawce energii Morfeusz z ampułki zadziała ledwie kojąco. Słuchać na dynamicznym sprzęcie.

Pełne strzępów życie zostało zmiecione po wsze czasy, jest nicością, pustą przestrzenią zatrzaskującą się na Twych uszach, pod asfaltem bassline'ów tłoczą się minione życia.


download
































czwartek, grudnia 17, 2015

review & download: Mike Parker - Transgression & Punishment EP [2015, Balans Records, NL]

Mike Parker - Transgression & Punishment EP
9 october 2015 / 12" / Balans Records [NL] - BALANS018
techno
hypnotic, repetetive, eccentric, clinical, massive

A1. Transgression & Punishment
A2. Smoke From Burning Fields
B1. The Freezing Process
B2. The Midnight Zone

[9.0] corundum

Mike Parker po ogromnie udanych Lustrations wydaje kolejne regularne wydawnictwo rozwijając przed nami korundowy, ochłodły wachlarz swej wizji hipnotycznego techno dalekiego od rzeczywistości, wyrugowanego ze świata.

Oprysk toksycznej substancji skaził nie tyle co brzmienie - choć również i ono - co charakter i styl kompozycji. Dlaczego EP nosi nazwę "Transgression & Punishment"? Brzmi moje pytanie odbite głośnym, pustym echem potężnych, metalowych drzwi przesuwnych tajnego laboratorium, w którym przemierzam przez archiwa Parkerowych dokumentów, "Access Denied" - odpowiada komputer. W tym miejscu, w poczuciu wyobcowania i zaintrygowania sięgam po istny archaik, kartkowy notatnik i ołówek, by spisać swoje idee oraz po bakelitowy telefon by zadzwonić do przyjaciela. 

Mamy do czynienia z - dla niewprawnego ucha jednostajną - ekspresją, żadną jednak słyszalną transgresją, ewentualnie jedynie pozarozumową. Niejedna gapa zaszufladkuje tę dwunastkę jako dj tool, co będzie zwyczajną obrazą dla profesjonalnego i ważnego dla historii techno materiału. Tytuły w prosty sposób sugerują nam autorskie wizje jakie towarzyszyły komponowaniu 4/4.
Niewątpliwie najbardziej enigmatyczny jest wstępniak - "Transgression & Punishment". Ponad tradycyjnym bitem snuje się kilka wielce udanych motywów, m.in. rozkosznie oblewające, zielonkawo-żółtawe, acidowe salwy. Na drugim planie zastajemy wyjącego cyberpunkowego kojota w ustępie krwistego kanionu Północnej Ameryki. Tło tworzy halowy reverb, ponadto z mikstury tej uchodzą bąbelki.
'Smoke from Burning Fields' to kolejny element dobrze zgranej, paraliżującej całości, utwory są bliźniaczo podobne do siebie, opary gotowane ze smoły, jak gdyby rwąca rzeka Amazonka i jej wciągające bagna w parnym, intensywnym, przedburzowym klimacie w akompaniamencie zawodzenia głodnej jaszczurki.
We ' Freezing Process" na naszych uszach rozrywa lodowe kry, rozdzielając arktyczną faunę.
Postatomową otoczkę Czernobylu eksploatuje ostatni, wieńczący utwór, mianowicie "Midnight Zone", pustka, cień i promieniowanie.

Polecam fanom esencjonalnego, bezprecedensowego techno. Beznamiętny człowiek-produkt i bożek techno - Mike Parker nie popełnia błędów. Ten EP to mgnienie, w którym krzepnie czas i rozpływa się wszechobecne bycie.

genosuicyd to download [320kbit]




środa, grudnia 16, 2015

Me{ga}loman.

Nadane z góry przepierzenie koloru zwęglonego drwa, intensywna jego iluminacja cienia, eliminująca wszelką jasność,
podmiot przepełniony otchłanią sprzeczności, ambiwalencji wszelakiej,
wielce rozczarowany przedmiotem życia, pozbawiony wyboru, scieżki,
na drodze bez znaków, swym kruczoczarnym blaskiem rozświetlający przestrzeń bez kierunkowskazów,
oczarowani jego sztucznym taktem niezdający sobie sprawy z jego smutnej historii,
zna jedynie miarowe bębnienie wulgaryzmow, hipokrytyczna zjawa taktu 4/4 i fałszujacej nuty,
wyszukany odmieniec, płotka w świecie schematow, intensywnie pochłoniety analizą, uniknąwszy angażu,
na ulicach wokol jego squatu bląkające się bezpańskie, wychudzone psy mieszańce,
wariat w osnowie absolutnej izolacji, społeczny karzeł, eremita, lecz wybitny unikat sam w sobie, me{ga}loman w halucynacyjnym brudzie, nieobmywany przeźroczami deszczu, bo od roku w zakładzie,
wyobrazić sobie jego klęskę to wyzwanie,
dane jedynie podziwiać poprzez puste teorie jego przedmiot, spękaną czaszę na troje,
zastygnięty rój.

Eliane Radigue - Kyema from Trilogie De La Mort
part 1, 3 x CD, 1998, Experimental Intermedia Foundation ‎– XI 119